Które kupił źrebcami i sam starannie wychował.
Alić rzekł jej parobek: «Nasz panicz poszedł do sadu».
Więc puściła się żwawo przez długie a wąskie podwórze,
Zostawiając na boku stodoły i puste spichlerze,
Prosto ku ogrodowi, co murów miasteczka dosięgał;
Weszła, ciesząc się myślą i wzrokiem wszelakiej roślinie,
Poprawiała podpory, na których spoczęły gałęzie
Grusz i jabłoń54, bogatym owoców plonem schylone,
Zdjęła kilka gąsienic ze zwojów bujnej kapusty,
Bo kobieta zabiegła55 i kroku nie zrobi daremnie.