I tak doszła nareszcie, przy końcu wielkiego ogrodu,

Do altany cienistej, pokrytej bluszczem: lecz syna

Tam nie było, a furtka przymknięta w murze miastowym

(Co ją któryś tam pradziad, sławetny burmistrz, przed laty

Przebić sobie pozwolił) świadczyła, że wyszedł aż w pole.

Toż i matka w te pędy przez suchą fosę graniczną

Przeszła i szybko dążyła w kierunku, kędy56 winnica

Pięła się stromo pod górę, płaszczyzną zwrócona ku słońcu.

I wkroczyła na szczyt, radując się win urodzajem,

Których grona pękate powabnie spod liści błyszczały.