A zaledwie skończyła swe żale, gdy z krzykiem wrzaskliwym
Krak nadskoczył zdyszany i zaraz stanął przed królem.
— Przepotężny monarcho! zakrakał, ledwo potrafię
Głosu dobyć, nieszczęsny, z boleści straszliwej i smutku.
Dziś, gdym w pole wyruszył z niewiastą moją Dziobajką,
Ujrzeliśmy, że lis jak martwy leży przy drodze:
Ślepie we łbie przekręcił i kitę szeroką stuliwszy,
Ozór z pyska wywalił. Krzyknąłem głośno ze strachu;
On nie ruszał się wcale. Poczęliśmy tedy oboje
Koło zmarłego się krzątać, serdecznie żałując go w duszy.