— Jakże kupno? pytałem; czy drogo zapłacić wam przyszło?

Co tam było u klaczy na tylnym kopycie, doktorze?

— Jeszcze ze mnie szydzicie? żałośnie jęknął raniony.

Bodaj kaci porwali tę klacz z długimi nogami!

Gwoździe miała w kopytach, prawdziwe pismo ćwiekowe,

Z przeczytania onego137 sześć dziur mi w głowie zostało. —

Ledwo z ran się wylizał. — I tak wyznałem ci wszystko,

Co mi na sercu ciężyło. Jakkolwiek się los mój obróci,

Zawszem ulżył sumieniu i śmielej już w przyszłość spoglądam.

Borsuk na to: — W istocie, zgrzeszyliście ciężko, mój wuju;