Smok poprzysiągł solennie, a człowiek go z pęt wyswobodził.

Poszli razem kęs drogi, aż nagle gadzina uczuła

Głód dręczący i wnet na zbawcę się swego rzuciła;

Ledwo umknął nieborak. „Więc taka to wdzięczność, zawołał,

Taka twoja przysięga?...” A smok mu na to: „Ha, trudno.

Toć to walka o byt; wszak siła idzie przed prawem.” —

„Chciej mię oszczędzić przynajmniej, struchlały wędrowiec znów rzecze,

Aż rozsądzi nas ktoś”. — Gadzina zgodziła się na to,

Więc szli dalej w milczeniu i kruka spotkali na drodze.

„Sądź nas”, mówi mu smok. A ten, gdy sprawy wysłuchał,