Podczas gdy drugie szło w górę; spotkałam się z wami w pół drogi.
Dziwnym mi to się wydało. Powiedzcie, pytałam zdumiona,
Skąd się biorą te cuda? A wy mi na to obłudnie:
Taka już kolej jest rzeczy: los zwykle, w miarę zasługi,
Jednych wywyższa, a drugich poniża. I rzekłszy te słowa,
Wyskoczyliście z wiadra i nuże czmychać co siły.
Ja tymczasem zostałam dzień cały, w pułapce schwytana,
A wieczorem, gdy ludzie nadeszli i na dnie mię studni
W wiadrze owym ujrzeli, dopieroż miałam się z pyszna.
Wyciągnęli mię w górę i ledwo stanęłam u brzegu,