Jak nie sypnie się na mnie grad razów od cepów i wideł,
Takem, srodze skrwawiona, zaledwo ujść z życiem zdołała.
— Ha, odpowie jej lis, toć pierwsza miłość od siebie.
Razem nie mogliśmy uciec, więc lepiej, że jedno przynajmniej
Wyszło z matni na sucho. A zresztą, powiadam to szczerze,
Dla was z razów tych płynie zbawienna na przyszłość nauka,
Aby ostrożną być zawsze. Na świecie matactwa jest wiele.
— Nie pomogą wykręty i drwiny, podchwyci wilk Srogosz,
Opowiedzieć mam jeszcze, jak niegdyś ten zdrajca nikczemny
Wymógł na mnie podstępem, żem wszedł do małpiej jaskini,