Aby mię oczu i uszu pozbawić; a mówił mi przedtem,
Że tam mieszka gościnna kuzynka jego z rodziny.
Piękna, zaprawdę, gościnność! Myślałem, że otchłań to piekła.
— Srogosz mówi od rzeczy, jak gdyby niespełna rozumu,
Lis mu przerwie, bo gada o małpach i małpiej jaskini,
Których tam wcale nie było. Dostojni panowie i bracia!
Małpy cenię wysoko i szczycę się ich parentelą173;
Ależ gnieździły się tam nie małpy szlachetne, lecz tylko
Koczkodany nikczemne, z długimi ogony i pyski174.
Mógłżem je uznać za krewnych? Osądźcie to sami bezstronnie.