Dzieci moje brać winny za wzór rozumu i cnoty”.
I poczęła mi znosić specjałów przeróżnych bez liku:
Więc sarninę i ryby smażone, i smaczne owoce,
A gdym najadł się już do woli, przyniosła mi jeszcze
Spory udziec jeleni, w gościńcu dla żony i dzieci.
„Odwiedzajcież mnie często”, prosiła, gdym żegnał poczwarę,
W tył się przy tym cofając ku wyjściu, bo odór piekielny
Dech tamował mi w piersi. — Pod drzewem zastałem Srogosza,
Zgłodniałego straszliwie. Uniosłem się nad nim litością
I oddałem mu część najlepszą jeleniej pieczeni.