Z rożnem w ręku, by nim zgarbować skórę więźniowi.
Słysząc hałas rosnący, Myś szarpnął łbem rozpaczliwie
I wydobył go z kleszczy, z odartą skórą po uszy;
Lecz nic na tym nie zyskał, bo łapy zostały w szczecinie,
A gdy wyrwał gwałtownie i te, postradał39 pazury,
Razem z szerścią40. Zaiste, nie była to słodycz miodowa.
Krew mu ciekła po głowie i nogach. Ani stać nie mógł,
Ani łazić; a tu zbiegało się chłopstwo zawzięte,
By uśmiercić biednego. Ten z dala drągiem go grzmotnął,
Drugi dzidą go dżgnął41, a trzeci połechtał widłami.