Pływać umiał nietęgo, lecz jakoś prąd go unosił.
Chłopi, zoczywszy42 go w rzece, sarkali, że zdobycz im uszła
Z winy bab, co to zawsze nie w porę wtrącić się muszą
W sprawy wszelakie — a potem, gdy w kłodzie owej znaleźli
Szczątki skóry niedźwiedzia, naśmieli43 się z niego do syta.
Bury, płynąc, przeklinał i chłopów, i lisa niecnotę.
Ból doskwierał mu straszny, lecz woda rany obmyła,
Ulgę niosąc biednemu. Opodal od miejsca przygody
Wylazł na ląd mozolnie i w gęstym skrył się sitowiu,
Rozmyślając o zdradzie nikczemnej lisa-krewniaka,