— Tak mi Boże dopomóż! rzekł lis. Uczynię, jak radzisz!
Spowiedź była skończona. Ruszyli obaj przez pola
Ku stolicy królewskiej. Na prawo od ścieżki był klasztor,
W którym pobożne niewiasty jak mogły Boga chwaliły.
A w podwórzu klasztornym chowały drobiu obfitość;
Kury, koguty i tuczne kapłony niekiedy za ziarnem
Wybiegały przed wrota. Więc mówi lis do borsuka:
— Droga najbliższa prowadzi na prawo, obok klasztoru.
Tam też poszli. Doszedłszy do miejsca, gdzie kury grzebały,
Reineke zerknął ślepiami łapczywie. Za gronkiem kokoszy