Za klasztorem drożyna przez kładkę wiodła na grobli.
Lis, co ujdzie dwa kroki, to głowę odwraca i patrzy
Wstecz na kury; daremnie się z sobą pasuje i walczy:
Choćby mu łeb kto ściął, i łeb by się jeszcze potoczył
Ku tej stronie nęcącej, tak silna wrzała w nim żądza.
Gdy to spostrzegł towarzysz, zawołał: — Kędyż72, wujaszku,
Ciągle oczy zwracacie? Doprawdy, brzydki z was żarłok!
Ale Reineke-lis odpowie mu na to obłudnie:
— Milcz, bo zmawiam pacierze za dusze wszystkich mych ofiar,
Wszak powinność to święta. — I już nie spuszczał z kur wzroku,