Jakże się przeląkł Wilhelm, jak ogłuszony porwał się ze snu szczęścia, kiedy hrabina naraz z krzykiem odskoczyła od niego i uniosła rękę ku sercu.
Stał przed nią oszołomiony; ona trzymała drugą rękę przed oczyma i po chwili zawołała:
— Oddal się pan, śpiesz!
Wciąż stał.
— Opuść mnie pan — wołała, a odrywając rękę od oczu i patrząc na niego wzrokiem nie do opisania, dodała najsłodszym głosem:
— Unikaj mnie, jeżeli mnie pan kochasz.
Wilhelm wyszedł z pokoju i był znów w swojej izdebce, zanim nabrał świadomości, gdzie się znajduje.
Nieszczęśliwi! Jakież dziwne ostrzeżenie przypadku czy też opatrzności ich rozdzieliło?