— Prawie mi niepodobna przemówić do niej przyjaznym, grzecznym słowem, tak mocno jej nienawidzę, a przecież ona taka przylepka. Pragnęłabym się jej pozbyć. I ty, mój przyjacielu, masz niejaką słabość dla tego stworzenia, zachowani, które mnie drażni w duszy, względy, które graniczą z szacunkiem, a na które ona, na Boga, nie zasługuje!

— Jakakolwiek jest, winienem jej wdzięczność — odparł Wilhelm. — Jej postępowanie warte nagany, jej charakterowi oddać muszę sprawiedliwość.

— Charakterowi! — zawołała Aurelia. — Czyż pan sądzisz, że takie stworzenie ma charakter? O, mężczyźni, poznaję was po tym! Takich kobiet jesteście warci!

— Czyżbyś mnie podejrzewała, moja przyjaciółko? — odparł Wilhelm. — Mogę zdać sprawę z każdej minuty, jaką z nią spędziłem.

— No, no! — rzekła Aurelia. — Już późno, nie spierajmy się. Wszyscy jak jeden, jeden jak wszyscy! Dobranoc, mój przyjacielu! Dobranoc, mój śliczny rajski ptaku!

Wilhelm zapytał, skąd mu się dostał ten honorowy tytuł.

— Innym razem — odrzekła Aurelia — innym razem. Powiadają, jakoby one wcale nie miały nóg, jakoby pływały tylko w powietrzu i żywiły się eterem. Ale to baśń — mówiła dalej — zmyślenie poetyckie. Dobranoc, niechże się panu przyśni coś pięknego, jeśli masz szczęście.

Weszła do swego pokoju i pozostawiła go samego; pośpieszył do swej izdebki. Wpół gniewny chodził w tę i z powrotem. Żartobliwy, ale stanowczy ton Aurelii obraził go; czuł głęboko, jaką krzywdę mu wyrządziła. Z Filiną nie mógł się obchodzić niechętnie lub niegrzecznie; względem niego w niczym nie zawiniła, a zresztą tak daleki czuł się od wszelkiej skłonności ku niej, że mógł dumnie i mężnie wytrzymać sąd nad sobą samym.

Zamierzał się właśnie rozbierać, pójść do sypialni i odsunąć kotary, gdy ku swemu największemu zdziwieniu zobaczył parę kobiecych pantofelków przed łóżkiem, jeden stał, drugi leżał... Były to pantofle Filiny, poznał je aż nadto dobrze, sądził też, że spostrzega jakiś nieporządek w kotarach, bo zdawało mu się, że się one poruszają; stał i wpatrywał się pilnie.

Nowe wzruszenie duszy, które poczytywał za gniew, zatamowało mu oddech, po krótkim przestanku, ochłonąwszy, zawołał pewnym siebie głosem: