Odbył się pojedynek, w którym kapitan został ciężko ranny; lecz nic o nim nie wiedziałam, a opinia publiczna pod każdym względem była po stronie mego ukochanego, który w końcu zaczął się znowu ukazywać. Przede wszystkim kazał się zanieść z przewiązaną głową i obwiniętą ręką do naszego domu. Jakże mi biło serce przy tych odwiedzinach! Cała rodzina była obecna; z obu stron poprzestano tylko na ogólnych podziękowaniach i grzecznościach; znalazł jednak sposobność, żeby dać mi kilku tajemnych oznak swojej tkliwości, przez co mój niepokój wielce się zwiększył. Kiedy całkowicie przyszedł do siebie, odwiedzał nas przez całą zimę na tej samej stopie co poprzednio, a obok wszystkich cichych oznak szczęścia i miłości, jakie mi dawał, wszystko pozostało nierozwikłane.

W ten sposób utrzymywana byłam w ciągłym zawieszeniu. Nie mogłam się zwierzyć żadnemu człowiekowi, a od Boga zanadto byłam oddalona. Zapomniałam o nim zupełnie podczas tych czterech szalonych lat, potem niekiedy o nim myślałam, ale znajomość ochłodła, robiłam mu niejako wizyty ceremonialne, a że prócz tego, gdy się przed nim ukazywałam, kładłam zawsze piękne suknie, ukazywałam mu z zadowoleniem moją cnotę, uczciwość i zalety, jakimi się moim zdaniem odznaczałam od innych, zdawało mi się, że on mnie w stroju nie dostrzega wcale.

Bardzo zaniepokojony byłby dworak, gdyby panujący, od którego wyczekuje swego szczęścia, tak się wobec niego zachowywał, ale mnie to nie bardzo jakoś dolegało. Miałam, czego potrzebowałam, zdrowie i wygodę; jeżeli Bogu moja pamięć raczy się podobać, to dobrze; jeżeli nie, to bądź co bądź spełniałam, jak mi się zdawało, swoją powinność.

Zapewne nie myślałam tak o sobie natenczas, ale taka była rzeczywista postać mej duszy. Były już jednak przedsięwzięte środki, by moje usposobienie zmienić i oczyścić.

Nadeszła wiosna, a Narcyz odwiedził mnie bez zapowiedzi w czasie, gdy byłam zupełnie sama w domu. Zjawił się tedy jak kochanek i zapytał mnie, czy zechcę mu oddać serce, a kiedyś także i rękę, skoro otrzyma zaszczytne, dobrze płatne miejsce. Przyjęto go wprawdzie u nas na służbę, jednak z początku, lękając się jego ambicji, trzymano go z dala i nie myślano o rychłym wyniesieniu go, a przy tym, ponieważ posiadał własny majątek, dano mu małą pensję.

Pomimo całej mojej skłonności ku niemu, wiedziałam, że nie jest to człowiek, z którym by można postępować tak sobie po prostu. Zebrałam więc siły i odesłałam go do ojca, o zezwoleniu którego zdawał się nie wątpić, chcąc naprzód porozumieć się ze mną. W końcu zgodziłam się, stawiając za warunek konieczny zgodę rodziców. Rozmówił się następnie z obojgiem formalnie; oni okazali zadowolenie, dano sobie przyrzeczenie na spodziewany niebawem wypadek, iż dostanie awans. Siostry i ciotki powiadomiono o tym i zalecono im jak najsurowiej tajemnicę.

Tak tedy z kochanka stał się narzeczonym. Różnica między jednym a drugim okazała się bardzo wielka. Gdyby ktoś mógł przemienić kochanków wszystkich zacnych panien w narzeczonych, byłoby to wielkim dobrodziejstwem dla płci naszej, chociażby nawet po tym stosunku nie miało nastąpić małżeństwo. Miłość między dwiema osobami nie zwiększa się przez to, ale staje się rozumniejsza. Niezliczone drobne głupstewka, wszystkie zalecanki i kaprysy ustają. Jeżeli narzeczony oświadcza nam, że mu się bardziej podobamy w rannym czepeczku niż w najpiękniejszym przystrojeniu głowy, to rozsądnej dziewczynie fryzura stanie się obojętna i nic nie ma naturalniejszego niż to, że on myśli na serio i woli wykształcić dla siebie panią domu niż piękną lalkę dla świata. I tak to już dzieje się ze wszystkim.

Jeżeli przy tym dziewczyna ma szczęście, iż jej narzeczony posiada rozum i wiedzę, to nauczy się więcej, niż dać mogą uniwersytety i obce kraje. Nie tylko przyjmuje ona chętnie wszelkie wykształcenie, jakie on jej daje, ale także stara się posuwać coraz dalej i na tej także drodze. Miłość czyni wiele rzeczy niemożliwych możliwymi, a w końcu zaczyna się tak potrzebne i tak przystojne płci niewieściej poddanie się; narzeczony nie rozkazuje jako małżonek, prosi tylko, a jego ukochana stara się zauważyć, czego on sobie życzy, ażeby wykonać to, zanim on poprosi.

Tak mnie nauczyło doświadczenie, bez czego może rada bym się obeszła. Byłam szczęśliwa, prawdziwie szczęśliwa, jak tylko można być na świecie, to jest na krótko.

Lato minęło wśród tych cichych radości. Narcyz nie dał mi najmniejszej okazji do żalów; stawał mi się coraz milszy, cała moja dusza rwała się do niego; wiedział o tym dobrze i umiał to cenić. Tymczasem z pozornych drobnostek rozwinęło się coś, co naszemu stosunkowi powoli miało zaszkodzić.