Narcyz obchodził się ze mną jak narzeczony i nigdy się nie ośmielił żądać ode mnie czegoś, co było nam jeszcze wzbronione. Jednak co do granic cnoty i skromności mieliśmy zdania bardzo odmienne. Ja chciałam stąpać pewną nogą i nie pozwalałam na żadną swobodę, o której by bądź co bądź cały świat nie mógł wiedzieć. On, przyzwyczajony do łakoci, uważał tę dietę za bardzo surową; w tym ujawniało się ustawiczne przeciwieństwo; chwalił moje zachowanie i usiłował podkopać moje postanowienie.

Mnie znowu przyszło na myśl wyrażenie mojego starego mistrza francuszczyzny o rzeczy poważnej, a zarazem i środek, jaki wówczas na to podałam.

Z Bogiem zaznajomiłam się znowu trochę lepiej. Dał mi tak miłego narzeczonego, byłam Mu za to wdzięczna. Sama nawet miłość ziemska ześrodkowała mego ducha i wprawiła go w ruch, a moje zajęcie się Bogiem wcale się jej nie sprzeciwiało. Bardzo naturalnie skarżyłam się przed Nim na to, co przejmowało mnie strachem, i nie spostrzegałam, iż sama życzyłam sobie i pragnęłam tego, co mnie zdejmowało strachem. Wydawałam się sobie bardzo silna i nie modliłam się bynajmniej: „I nie wódź mnie na pokuszenie”, bo wedle swojego mniemania byłam jeszcze bardzo daleko od pokuszenia. W tym swobodnym błyskotliwym stroju własnej cnoty śmiało się ukazywałam przed Bogiem; nie odepchnął mnie; przy najlżejszym ruchu ku niemu pozostawiał On w mej duszy łagodne wrażenie, a wrażenie to skłaniało mnie do zwracania się ku Niemu ponownie.

Cały świat prócz Narcyza był dla mnie martwy; nic mnie prócz niego nie nęciło. Nawet moje zamiłowanie do stroju miało jedynie to na celu, by się mu podobać; gdybym wiedziała, że na mnie nie patrzy, nie dbałabym o to. Chętnie tańczyłam, ale gdy jego przy tym nie było, to zdawało mi się, że nie mogę znieść ruchu. Na świetne przyjęcie, na którym go nie było, nie chciałam ani kupić sobie nic nowego, ani też przystroić starego według mody. Jeden był tak samo miły jak drugi, a raczej prawdę mówiąc, jeden równie nieznośny jak drugi. Uważałam wieczór za doskonale spędzony wówczas, gdy mogłam zabawić się jakąś w grę ze starszymi osobami, do czego kiedy indziej nie miałam najmniejszej ochoty, a jeżeli jakiś stary, dobry przyjaciel żartobliwie zadrwił ze mnie z tego powodu, to może po raz pierwszy tego wieczoru uśmiechnęłam się. Tak też bywało na przechadzkach i wszystkich innych zabawach towarzyskich, jakie tylko można wymyślić.

Jednego tylko sobie wybrałam,

Dla niego zrodzoną się mniemałam,

Pragnęłam jego tylko łask.

Bywałam też nieraz w towarzystwie samotna, a zupełna samotność najczęściej była mi miła. Ale mój czynny duch nie mógł ani spać, ani śnić; czułam i myślałam, i z wolna nabyłam łatwości rozmawiania z Bogiem o swoich uczuciach i myślach. Wtedy rozwinęły się w mej duszy uczucia innego rodzaju, które tamtym się nie sprzeciwiały. Miłość bowiem moja do Narcyza była zgodna z całym planem stworzenia i w niczym nie zawadzała moim obowiązkom. Nie sprzeciwiały się sobie, a jednak były nieskończenie różne. Narcyz był jedynym obrazem, który się przede mną unosił, do którego stosowała się cała moja miłość, drugie zaś uczucie nie odnosiło się do żadnego obrazu i było niewymownie przyjemne. Nie mam go już i nie mogę go w sobie obudzić.

Ukochany mój, który zresztą znał wszystkie moje tajemnice, o tej nie dowiedział się wcale. Zauważyłam niebawem, że myślał inaczej; często dawał mi pisma, które lekką i ciężką bronią zwalczały wszystko, co można by nazwać związkiem z Niewidzialnym. Czytałam te książki, ponieważ pochodziły od niego, a koniec końcem nie wiedziałam ani słowa z tego, co się w nich znajdowało.

Co do umiejętności i wiedzy, nie obeszło się także bez przeciwieństwa; on robił tak samo jak wszyscy mężczyźni, drwił z kobiet uczonych, a nieustannie starał się mnie kształcić. Zwykł ze mną rozmawiać o wszystkich przedmiotach, wyjąwszy naukę prawa, a przynosząc mi ustawicznie pisma najróżnorodniejszej treści, powtarzał nieraz delikatną naukę, że kobieta powinna swoją wiedzę w utrzymywać większej tajemnicy, niż kalwin128 swoje wyznanie w kraju katolickim; a kiedy rzeczywiście w całkiem naturalny sposób zwykłam się ukazywać przed światem ani rozumniejsza, ani bardziej wykształcona od innych, on pierwszy nie mógł przy okazji oprzeć się próżności, by nie mówić o moich zaletach.