Pewien sławny światowiec, bardzo wówczas ceniony z powodu swego wpływu, talentów i dowcipu, znalazł na naszym dworze wielkie uznanie. Wyróżnił on mocno Narcyza i miał go ciągle przy sobie. I oni spierali się o cnotę kobiet. Narcyz zwierzył mi się obszernie z rozmowy z nim; nie ukrywałam swoich uwag, a mój przyjaciel zażądał ode mnie rozprawki na piśmie. Pisałam dosyć łatwo po francusku; przy moim starcu położyłam pod to dobre podwaliny. Korespondencja z moim przyjacielem prowadzona była w tym języku, a w ogóle subtelniejszego wykształcenia można było wtedy nabrać jedynie z książek francuskich. Rozprawka moja podobała się hrabiemu; musiałam pokazać parę drobnych piosenek, jakie niedawno stworzyłam. Dość że Narcyzowi zdawało się, iż ze swojej ukochanej może bez skrupułu wyciągnąć dla siebie korzyść i ku wielkiemu jego zadowoleniu rzecz ta zakończyła się dowcipnym listem pisanym francuskimi wierszami, który hrabia przysłał mu, odjeżdżając, a w którym wspomniano ich przyjacielski spór, w końcu zaś mego narzeczonego wysławiano jako szczęśliwca, iż po niejednym zwątpieniu i omyłce będzie mógł się najpewniej dowiedzieć, co jest cnota, w objęciach uroczej i cnotliwej małżonki.

Wiersz ten został pokazany przede wszystkim mnie, a potem prawie każdemu i każdy myślał przy tym, co chciał. Tak się działo i w wielu innych wypadkach i tak też wszyscy obcy, których on cenił, musieli być znani w naszym domu.

Pewna hrabiowska rodzina zatrzymała się tu na pewien czas z powodu biegłości naszego lekarza. I w tym domu Narcyz również był przyjmowany jak syn; wprowadził mnie do niego; znajdowało się wśród tych godnych osób przyjemną zabawę dla duszy i serca, nawet zwyczajne rozrywki towarzyskie wydawały się w tym domu nie tak puste jak gdzie indziej. Każdy wiedział, jaki był nasz stosunek; traktowano nas, jak okoliczności wymagały, i pozostawiano nienaruszoną rzecz zasadniczą. Wspominam o tej jednej znajomości, gdyż w dalszym moim życiu miała ona na mnie pewien wpływ.

I tak upłynął prawie rok naszego stosunku, a razem z nim minęła i nasza wiosna! Nadeszło lato i wszystko stało się poważniejsze i gorętsze.

Wskutek paru niespodzianych wypadków śmierci opróżnione zostały urzędy, na które Narcyz mógł liczyć. Zbliżała się chwila, w której miał się rozstrzygnąć mój los, a kiedy Narcyz wraz ze wszystkimi przyjaciółmi używali wszelkich możliwych starań na dworze, by zatrzeć pewne nieprzychylne mu wrażenia i zapewnić mu pożądane miejsce, ja zwróciłam się z prośbą do mego niewidzialnego przyjaciela. Zostałam tak przyjaźnie przyjęta, że chętnie wracałam. Zupełnie swobodnie wyznałam życzenie, by Narcyz mógł otrzymać stanowisko, ale moja prośba nie była natarczywa i nie żądałam, by stało się to ze względu na moją modlitwę.

Miejsce zostało osiągnięte przez znacznie niższego konkurenta. Przeraziłam się wielce tą wiadomością i pobiegłam do swego pokoju, który mocno za sobą zamknęłam. Pierwszy ból rozpłynął się we łzach; następną myślą było, że to się nie stało przypadkiem, i zaraz za tym postanowiłam to znieść, gdyż i to pozorne nieszczęście wyjdzie mi pewnie na prawdziwą korzyść. Nadpłynęły łagodniejsze uczucia, rozbijając wszystkie chmury smutku; czułam, że z taką pomocą da się przetrwać wszystko. Przyszłam do stołu pogodna, ku największemu zdziwieniu domowników.

Narcyz mniej miał siły ode mnie; musiałam go pocieszać. I w jego rodzinie spotykały go przeciwności, które go bardzo przygnębiały, a wobec rzeczywistego zaufania, jakie między nami istniało, zwierzył mi się ze wszystkiego. Jego starania, by przejść na obcą służbę, także nie były szczęśliwsze; wszystko odczuwałam głęboko ze względu na niego i na siebie i wszystko w końcu zanosiłam tam, gdzie moja prośba została tak dobrze przyjęta.

Im łagodniejsze były te doświadczenia, tym częściej starałam się je wznawiać i szukałam pociechy ciągle tam, gdzie ją tak często znajdowałam, ale nie znajdowałam jej zawsze: doznawałam takiego uczucia jak ten, kto się chce wygrzać na słońcu, a na drodze staje mu coś, co rzuca cień. „Co to takiego?” — zadawałam sobie pytanie. Badałam tę sprawę gorliwie i zauważyłam wyraźnie, że wszystko zależy od usposobienia mej duszy; jeżeli ta nie zwracała się całkowicie w kierunku najprostszym ku Bogu, to pozostawałam chłodna, nie czułam jego oddziaływania i nie mogłam zrozumieć jego odpowiedzi. Następowało drugie pytanie: „Co przeszkadza temu kierunkowi?”. Tu byłam na szerokim polu i zaplątałam się w poszukiwanie, które trwało przez cały drugi rok moich dziejów miłosnych. Mogłam je wcześniej ukończyć, gdyż wkrótce wpadłam na trop, ale nie chciałam się do tego przyznać i szukałam tysiąca wybiegów.

Szybko zauważyłam, że prosty kierunek mej duszy doznaje skrzywienia wskutek nierozumnych roztargnień i zajęcia się błahymi rzeczami; na pytanie, jak i gdzie, mogłam sobie dość jasno odpowiedzieć. Ale jak się zachowywać w świecie, gdzie wszystko albo jest obojętne albo szalone? Mogłabym zapewne sprawy tej zgoła nie tykać i żyć dalej na chybił trafił jak inni ludzie, którzy, jak widziałam, byli zadowoleni, ale nie potrafiłam: głąb duszy sprzeciwiała mi się zbyt często. Kiedy chciałam wycofać się z towarzystwa i zmienić swe stosunki, nie mogłam. Byłam tedy zamknięta w kole; pewnych związków nie mogłam się pozbyć, a w sprawie tak dla mnie ważnej gromadziły się i tłoczyły fatalności. Często ze łzami kładłam się do łóżka i wstawałam z niego po bezsennej nocy również ze łzami; potrzebowałam silnej podpory, a tej mi Bóg nie użyczał, kiedy uwijałam się w błazeńskiej czapeczce.

Szło więc o rozważenie wszystkich czynności i każdej z osobna; naprzód pod ścisłe rozpatrzenie wzięłam taniec i grę. Nic nie powiedziano, nie pomyślano, nie napisano w tej sprawie za lub przeciw, czego bym nie odszukała, nie obgadała, nie odczytała, nie rozważyła, nie spotęgowała, nie potępiła i czym bym nie udręczyła siebie w niesłychany sposób. Jeżeli zaniechałabym tych zabaw, z pewnością obraziłabym Narcyza, gdyż niezmiernie bał się śmieszności, która nadaje nam wobec świata pozór bojaźliwie skrupulatnych. Ponieważ tedy czyniłam to, co uważałam za szkodliwą głupotę, bynajmniej nie z zamiłowania, ale jedynie dla narzeczonego, wszystko stawało mi się okropnym ciężarem.