Ten sposób odsuwania ode mnie dzieci zasmuca mnie tym bardziej, im więcej mogę być przeświadczona o rzeczywistości mojej wiary. Dlaczegóż nie miałaby mieć ona boskiego początku, rzeczywistego przedmiotu, kiedy okazuje się tak skuteczna w praktyce? Przecież przez praktykę tylko upewniamy się dopiero naprawdę o naszym własnym istnieniu, czemuż więc nie moglibyśmy się też w ten sam sposób przekonać o tej istocie, która nam pomaga nam we wszystkim, co dobre?

Że wciąż idę naprzód, a nigdy w tył, że moje działania coraz bardziej stają się podobne do idei, którą sobie wyrobiłam o doskonałości, że codziennie czuję większą łatwość robienia tego, co uważam za dobre, nawet pomimo słabości mego ciała, które mi odmawia niejednej posługi — czyż to wszystko daje się wyjaśnić naturą ludzką, której zepsucie poznałam tak głęboko? Dla mnie przynajmniej — nie.

Prawie nie pamiętam o przykazaniu; nic mi się nie ukazuje w formie prawa; to popęd mną kieruje i prowadzi mnie zawsze dobrze; idę swobodnie za swoim usposobieniem i równie mało wiem o ograniczeniu, jak i o skrusze. Dzięki niech będą Bogu, że rozumiem, komu winna jestem to szczęście, i że z pokorą mogę myśleć tylko o tych zaletach. Nigdy bowiem nie popadnę w to niebezpieczeństwo, żebym się stała dumna ze swojej własnej mocy i potęgi, ponieważ tak jasno zrozumiałam, jaki potwór może powstać i wychować się w każdej piersi ludzkiej, jeśli nas nie strzeże siła wyższa.

Księga VII

Rozdział pierwszy

Wiosna pojawiła się w całej swojej wspaniałości; wczesna burza, która przez cały dzień groziła, przeszła gwałtownie pod górami, deszcz pociągnął na równiny, słońce wystąpiło znowu w swym blasku, a na szarym tle ukazała się świetna tęcza. Wilhelm jechał ku niej i patrzył na nią z tęsknotą.

— Ach — rzekł do siebie — czyż także właśnie najpiękniejsze barwy życia nie ukazują się nam jedynie na ciemnym tle? I czyż nie muszą padać krople, kiedy mamy doznać zachwytu? Dzień pogodny jest taki sam, jak i pochmurny, jeśli patrzymy na niego bez wzruszenia, a cóż może nas wzruszyć, jeżeli nie cicha nadzieja, że wrodzona skłonność naszego serca nie pozostanie bezprzedmiotowa? Wzrusza nas opowiadanie o każdym dobrym czynie; wzrusza nas przypatrywanie się każdemu harmonijnemu przedmiotowi; czujemy przy tym, że nie jesteśmy całkiem na obczyźnie, uważamy, że jesteśmy bliżsi ojczyzny, do której zdąża niecierpliwie nasza najlepsza, najserdeczniejsza cząstka.

Tymczasem dopędził go jakiś pieszy wędrowiec, który się z nim zrównał, żwawym krokiem trzymał się obok konia, a po kilku obojętnych słowach rzekł do jeźdźca:

— Jeżeli się nie mylę, musiałem już pana gdzieś widzieć.

— I ja sobie pana przypominam — odparł Wilhelm. — Czy nie odbyliśmy razem pewnej wesołej przejażdżki po rzece?