— Za dużo robi mi zaszczytu, łając mnie — odrzekł Wilhelm. — Nie mogę jeszcze rościć sobie żadnej pretensji do przyjaźni tego znakomitego człowieka i tym razem jestem tylko niewinnym narzędziem. Nie myślę chwalić swego postępku; dość że mogłem go dokonać! Była mowa o zdrowiu, była mowa o życiu człowieka, którego muszę cenić wyżej niż kogokolwiek, kogo znałem. O, co to za człowiek, proszę pani, i co za ludzie go otaczają! W tym towarzystwie po raz pierwszy prowadziłem rozmowę, że się tak wyrażę; po raz pierwszy prawdziwe znaczenie moich słów wracało do mnie z ust kogoś innego bogatsze, pełniejsze i rozleglejsze; co przeczuwałem, stawało się dla mnie jasne, a co miałem tylko w myśli, na to nauczyłem się patrzeć. Niestety, rozkosz ta przerwana została naprzód różnorodnymi troskami i przywidzeniami, a potem najbardziej nieprzyjemnym poleceniem. Przyjąłem je z rezygnacją, uważałem bowiem za obowiązek, żeby spłacić dług wobec tego znakomitego kręgu ludzi, nawet poświęcając swoje uczucia.

Gdy to mówił, Teresa patrzyła na gościa swego bardzo przyjaźnie.

— O, jak to słodko — zawołała — usłyszeć własne przekonania z cudzych ust. Jakże to naprawdę wtedy dopiero odczuwamy własną słuszność, gdy ją nam ktoś inny w zupełności przyznaje. I ja myślę o Lotharze całkiem tak jak pan; nie wszyscy oddają mu sprawiedliwość; natomiast uwielbiają go ci wszyscy, którzy lepiej go znają, a bolesne uczucie, które łączy się z jego wspomnieniem w moim sercu, nie może powstrzymać mnie od myślenia o nim każdego dnia.

Westchnienie uniosło jej pierś, gdy to mówiła, a w jej prawym oku zabłysła piękna łza.

— Nie myśl pan — mówiła dalej — że jestem tak tkliwa, tak łatwa do wzruszenia! To tylko oko płacze. Miałam maleńką brodawkę na dolnej powiece; usunięto mi ją szczęśliwie, ale oko od tego czasu pozostało nadal słabe; najmniejszy powód wywołuje łzę. Tu była brodaweczka, śladu już jej nie widać.

Nie widział śladu, ale zajrzał jej w oko; było czyste jak kryształ, zdawało mu się, że patrzy w samą głąb jej duszy.

— Wypowiedzieliśmy tedy — mówiła — hasło naszego związku; poznajmy się w pełni jak najszybciej. Dzieje człowieka to jego charakter. Opowiem panu, co działo się ze mną; miej pan i do mnie trochę zaufania i pozostańmy złączeni nawet w oddali. Świat jest tak pusty, jeśli w nim widzi się tylko góry, rzeki i miasta, ale wiedzieć, że tu i ówdzie jest ktoś, kto się z nami zgadza, z kim obcujemy nawet w milczeniu, to dopiero czyni tę kulę ziemską zamieszkałym ogrodem.

Odeszła, obiecując, że niebawem zabierze go na przechadzkę. Obecność jej bardzo mile na niego podziałała; pragnął poznać jej związek z Lotharem. Zawołano go; wyszła do niego ze swego pokoju.

Kiedy musieli zstępować jedno za drugim wąskimi i niemal stromymi schodami, powiedziała:

— Mogłoby to wszystko być daleko szersze, gdybym chciała przyjąć ofiarę pańskiego wspaniałomyślnego przyjaciela, ale ażeby pozostać go godną, muszę utrzymać przy sobie to, co czyniło mnie tak cenną dla niego. Gdzież jest rządca? — zapytała, zszedłszy już ze schodów. — Niech pan nie sądzi — mówiła dalej — że jestem tak bogata, iż potrzebowałabym rządcy; szczupłe niwy mojego mająteczku mogę zaiste uprawiać sama. Rządca należy do mego nowego sąsiada, który kupił piękne dobra znane mi na wylot; poczciwy starzec leży chory na podagrę146; jego ludzie są obcy w tych stronach, a ja chętnie im pomagam w urządzeniu się.