— To słuszne — mówił sobie — że tak wspaniały człowiek przyciąga też do siebie wspaniałe dusze kobiece! Jak daleko sięga wpływ męskości i godności! Gdybyż tylko przy tym inni tak źle nie wychodzili! Tak, wyznaj przed sobą swoją obawę... Jeżeli kiedyś spotkasz znów swoją amazonkę, tę postać nad postaciami, to poznasz ją w końcu, pomimo wszystkich swoich nadziei i marzeń, ku swemu zawstydzeniu i upokorzeniu — jako jego narzeczoną.

Rozdział szósty

Nie bez znudzenia spędził Wilhelm niespokojne popołudnie, gdy pod wieczór otworzyły się drzwi i wszedł z powitaniem młody zgrabny strzelczyk.

— Pójdziemy na przechadzkę? — rzekł młodzieniec, a w tej chwili Wilhelm po pięknych oczach poznał w nim Teresę.

— Daruj mi pan tę maskaradę — zaczęła znowu — bo niestety, teraz to tylko maskarada. Ale ponieważ mam opowiedzieć o czasie, kiedy lubiłam się widzieć w tej kurtce, pragnę więc wszystkimi sposobami przypominać sobie te dni. Chodź pan, nawet miejsce, w którym niegdyś tak często odpoczywaliśmy po polowaniach i przechadzkach, powinno się do tego przyczynić.

Poszli, a w drodze Teresa rzekła do swego towarzysza:

— Niedobrze, że pan pozwalasz mówić tylko mi samej; pan wiesz już dosyć o mnie, a ja jeszcze najmniejszej rzeczy nie wiem o panu; opowiedz mi pan tymczasem coś o sobie, żebym nabrała odwagi do przedstawienia swoich dziejów i stosunków.

— Niestety — odrzekł Wilhelm — nie mam nic do opowiadania prócz błędu za błędem, odchylenia za odchyleniem i nie wiem doprawdy, przed kim bardziej niż przed panią chciał bym ukryć tę gmatwaninę, w jakiej się znajdowałem i znajduję. Spojrzenia pani i wszystko, co panią otacza, cała pani istota i zachowanie pokazują, że pani możesz się cieszyć swoim przeszłym życiem, że szłaś pani piękną, czystą drogą w bezpiecznej kolei, żeś pani nic nie straciła, że nie masz sobie nic do wyrzucenia.

Teresa uśmiechnęła się i odrzekła:

— Poczekajmy, czy pan będziesz tak myśleć, skoro usłyszysz moje dzieje.