Zostawałam zawsze w dobrym stosunku z pewną panią z sąsiedztwa, posiadającą wielkie dobra; przyjęła mnie z ochotą i łatwo mi było niebawem stanąć na czele jej gospodarstwa. Żyła bardzo regularnie i lubiła we wszystkim porządek, a ja dopomagałam jej wiernie w walce z rządcą i czeladzią. Nie jestem ani skąpa, ani nieżyczliwa, ale my, kobiety, w ogóle daleko surowiej nawet od mężczyzn nastajemy na to, ażeby nic się nie marnowało. Każde oszukaństwo jest dla nas nieznośne, chcemy, ażeby każdy tyle tylko używał, na ile jest do tego upoważniony.

I znowu byłam w swoim żywiole i w cichości opłakiwałam śmierć ojca. Moja opiekunka była ze mnie zadowolona; tylko jedna drobna okoliczność zakłócała mi spokój. Wróciła Lidia; matka moja była tyle okrutna, że odepchnęła biedną dziewczynę, kiedy już z gruntu była zepsuta. U mojej matki nauczyła się uważać namiętność za zawód; przywykła do nieumiarkowania w niczym. Kiedy się niespodzianie zjawiła, moja dobrodziejka przyjęła i ją także; chciała mi być pomocna, a nie mogła się wdrożyć do niczego.

W tym czasie przybywali często do domu krewni i domniemani spadkobiercy mojej pani i zabawiali się polowaniem. Bywał niekiedy z nimi i Lothar; bardzo rychło zauważyłam, jak silnie wyróżniał wśród wszystkich innych, ale bynajmniej nie w stosunku do mnie samej. Był grzeczny dla wszystkich i niebawem zdawało się, że Lidia zwraca na siebie jego uwagę. Miałam zawsze coś do roboty i rzadko bawiłam w towarzystwie; w jego obecności mówiłam mniej niż zazwyczaj, bo nie chcę przeczyć, że żywa rozmowa była dla mnie od dawna przyprawą życia. Lubiłam dużo mówić z ojcem o wszystkim, co się działo. O czym się nie rozprawia, tego się też nie obmyśla należycie. Żadnemu człowiekowi nigdy się chętniej nie przysłuchiwałam niż Lotharowi, kiedy opowiadał o swoich podróżach, o swoich wyprawach. Świat przed nim rozciągał się tak jasno, tak szeroko, jak przede mną okolica, w której gospodarowałam. Słuchałam nie dziwnych wypadków awanturnika, nie przesadzonych półprawd ograniczonego podróżnika, który wciąż przedstawia swoją osobę zamiast kraju, którego obraz obiecał nam pokazać; on nie opowiadał, lecz oprowadzał nas samych po tych miejscach; mało kiedy doznawałam tak czystej przyjemności.

Ale moje zadowolenie było niewymowne, kiedy pewnego wieczoru posłyszałam go mówiącego o kobietach. Rozmowa wysnuła się w sposób całkiem naturalny; odwiedziło nas kilka pań z sąsiedztwa i prowadziło zwykłe rozmowy o wykształceniu kobiet. Powiadano, że ludzie są niesprawiedliwi w stosunku do naszej płci, że mężczyźni chcą całą kulturę zachować dla siebie, że nie dopuszczają nas do żadnych umiejętności, że żądają, iżbyśmy były albo lalkami, albo gospodyniami. Lothar mało się odzywał na to wszystko, ale kiedy się towarzystwo zmniejszyło, otwarcie wypowiedział swoje zdanie również o tym.

— Dziwne — zawołał — że biorą za złe mężczyźnie, który chce postawić kobietę na najwyższym miejscu, jakie zająć jest zdolna: a któreż jest wyższe nad zarząd domu? Kiedy mężczyzna zmaga się ze stosunkami zewnętrznymi, kiedy musi zbierać i ochraniać posiadłości, kiedy nawet bierze udział w zarządzie państwa, to wszędzie zależy od okoliczności, powiedziałbym, nie rządzi niczym, chociaż zdaje mu się, że rządzi, zawsze tylko musi być polityczny, gdzieby chciał być rozumny, musi być skryty, gdzie pragnąłby być otwarty, musi być fałszywy, gdzie życzyłby sobie być uczciwy; kiedy on dla celu, którego nigdy nie osiąga, musi co chwila porzucać cel najpiękniejszy, harmonię z sobą samym, to rozumna gospodyni panuje w domu naprawdę i umożliwia całej rodzinie każdą czynność, każde zadowolenie. Cóż jest najwyższym szczęściem człowieka, jeżeli nie to, iżbyśmy wykonywali, co uważamy za słuszne i dobre? Żebyśmy rzeczywiście opanowywali środki do naszych celów? A gdzież mają, gdzie mogą być nasze najbliższe cele, jeżeli nie wewnątrz domu? Wszystkie wciąż wracające, niezbędne potrzeby, gdzież ich oczekujemy, gdzie ich wymagamy, jeżeli nie tam, gdzie wstajemy i kładziemy się, gdzie kuchnia i piwnica, i wszelkiego rodzaju zapasy powinny być zawsze gotowe dla nas i dla rodziny? Jakiejże to potrzeba regularnej działalności, ażeby ten wciąż wracający porządek przeprowadzić w niezachwianej żywotnej kolei! Jakże mało było mężczyzn, by wracać regularnie na podobieństwo gwiazdy i przewodzić zarówno dniowi, jak i nocy! By tworzyć sobie swoje narzędzia domowe, zasadzać i zbierać, przechowywać i wydawać i w tym kole krążyć ciągle ze spokojem, miłością i stosownością! Jeżeli kobieta objęła już to wewnętrzne panowanie, dopiero przez to czyni ona panem mężczyznę, którego kocha; jej dbałość nabywa wszelkiej wiedzy, a jej aktywność umie je wszystkie zużytkować. I tak od nikogo nie jest zależna i zapewnia swemu mężowi prawdziwą niezależność, domową, wewnętrzną; widzi, że co posiada, jest zabezpieczone, co zarabia, jest dobrze użyte, i może wówczas zwrócić swój umysł ku wielkim przedmiotom, a jeżeli szczęście dopisze, być tym dla państwa, z czym jego żonie w domu tak pięknie.

Dał następnie opis, jaką by pragnął, by była kobieta. Zaczerwieniłam się, bo opisywał mnie w moim życiu i czynnościach. W cichości napawałam się triumfem, a to tym bardziej, że widziałam ze wszystkich okoliczności, iż nie miał na myśli mnie osobiście, iż mnie właściwie nie znał. Nie pamiętam w całym swoim życiu żadnego przyjemniejszego wrażenia niż to, że mężczyzna, którego tak bardzo ceniłam, dał pierwszeństwo nie mojej osobie, ale mojej najgłębszej naturze. Jakąż nagrodę poczułam! Jakaż mi się dostała zachęta!

Kiedy odjechali, moja zacna przyjaciółka rzekła do mnie z uśmiechem:

— Szkoda, że mężczyźni często myślą i mówią o tym, czego nie pozwalają, by weszło w czyn; gdyż właśnie znalazłabym wyborną partię dla mojej kochanej Teresy.

Żartowałam z jej oświadczenia i dodałam, że wprawdzie rozsądek mężczyzn ogląda się za gospodyniami, ale ich serce i wyobraźnia tęskni za innymi przymiotami i że my, gospodynie, naprawdę nie możemy znieść współzawodnictwa miłych i powabnych dziewczyn.

Słowa te wypowiedziałam tak, że słyszała je Lidia, gdyż nie ukrywała ona, że Lothar zrobił na niej wielkie wrażenie, a i on za każdymi odwiedzinami zdawał się zwracać na nią coraz większą uwagę. Była biedna, nie pochodziła z wysokiego stanu, nie mogła się oprzeć rozkoszy, by wabić i być wabioną.