Nie kochałam nigdy przedtem, a i teraz nie kochałam również; jednak, chociaż było mi nieskończenie przyjemnie widzieć, jak wysoko postawiona i oceniona została moja natura przez tak szanowanego człowieka, nie myślę przeczyć, że nie byłam tym zupełnie zaspokojona. Pragnęłam także, żeby mnie poznał, żeby się mną osobiście zainteresował. Życzenie to powstało we mnie bez żadnej szczególnej myśli o tym, co może z tego wyniknąć.

Największą przysługą, jaką wyświadczyłam mojej dobrodziejce, było staranie o doprowadzenie do porządku pięknych lasów w jej dobrach. W tych czarownych posiadłościach, których wielką wartość wciąż powiększa czas i okoliczności, działo się niestety ustawicznie według starej rutyny; nigdzie nie było planu ni ładu, a kradzieży i oszukaństwu nie było końca. Niektóre góry stały puste, a równy wzrost miały już tylko najstarsze okazy. Obeszłam wszystko sama wraz z doświadczonym leśnikiem, kazałam zmierzyć lasy, kazałam ciąć, zasiewać, zasadzać i w krótkim czasie puściłam wszystko w ruch. Aby się łatwiej przedostawać konno, a nie doznawać nigdzie przeszkody pieszo, kazałam sobie zrobić męskie ubranie; byłam w wielu miejscach i wszędzie mnie się bali.

Posłyszałam, że towarzystwo młodych przyjaciół wraz z Lotharem zarządziło znowu polowanie; po raz pierwszy w życiu zachciało mi się pokazać, albo raczej (żeby nie być wobec siebie niesprawiedliwą) wydać się w oczach wspaniałego mężczyzny tym, kim byłam. Włożyłam swoje męskie ubranie, wzięłam strzelbę na plecy i poszłam z naszym strzelcem, by oczekiwać towarzystwa na granicy. Przybyło; Lothar nie od razu mnie poznał: jeden z siostrzeńców mojej dobrodziejki przedstawił mnie jako zręcznego leśnika, żartował z mojej młodości i przedłużał swoją fantazję na moją pochwałę dopóty, aż wreszcie Lothar mnie sobie przypomniał. Siostrzeniec pomagał memu zamiarowi, jak gdyby się ze mną na to umówił. Opowiadał szczegółowo i z wdzięcznością o tym, co zrobiłam dla dóbr jego ciotki, a więc i dla niego.

Lothar przysłuchiwał się uważnie, rozmawiał ze mną, wypytywał o wszystkie stosunki dóbr i okolicy, a ja rada byłam, że mogłam ukazać mu swoją wiedzę; z egzaminu wyszłam bardzo dobrze, przedstawiłam mu do oceny parę projektów do pewnych ulepszeń, pochwalił je, podał mi podobne przykłady i wzmocnił moje dowody, łącząc je w pewien związek ze sobą. Zadowolenie moje rosło z każdą chwilą.

Na szczęście jednak chciałam tylko być znana, nie chciałam zaś być kochana, gdyż wróciwszy do domu, spostrzegłam lepiej niż zwykle, że względy, jakie okazywał Lidii, zdawały się zdradzać tajemną skłonność. Osiągnęłam swój cel, a jednak nie byłam spokojna; on od tego dnia okazywał prawdziwy szacunek i szczere zaufanie, do mnie zazwyczaj przemawiał w towarzystwie, rozmawiał ze mną w towarzystwie, pytał o zdanie i wydawał się mieć do mnie zaufanie, szczególnie w sprawach gospodarskich, jak gdybym wiedziała wszystko. Jego rozumienie nadzwyczaj mnie orzeźwiało; nawet kiedy była mowa o ogólnej ekonomii krajowej i finansach, wciągał mnie do dyskusji, ja zaś w czasie jego nieobecności starałam się dowiedzieć coraz więcej o prowincji, ba, o całym kraju. Łatwo mi to przyszło, gdyż powtarzało się tam tylko w dużych rozmiarach to, co wiedziałam i znałam tak dobrze w małych.

Od tego czasu częściej przybywał do naszego domu. Mówiło się, mogę to powiedzieć, o wszystkim, ale w końcu nasza rozmowa stawała się do pewnego stopnia zawsze ekonomiczna, chociażby jedynie w niewłaściwym znaczeniu wyrazu. Rozprawialiśmy mianowicie dużo o tym, jak olbrzymie skutki wywołać może człowiek konsekwentnym zastosowaniem swoich sił, czasu, pieniędzy, nawet za pomocą środków, które wydają się drobne.

Nie opierałam się skłonności, która mnie ku niemu ciągnęła, i niestety poczułam aż nadto rychło, jak miłość moja była silna, jak serdeczna, jak czysta i szczera, ponieważ wydawało mi się, że coraz bardziej zauważam, że jego częstsze odwiedziny nie mnie, lecz Lidię miały na celu. Ona przynajmniej była o tym głęboko przekonana; uczyniła mnie swoją powiernicą, a przez to doznawałam niejakiej pociechy. To, co ona tłumaczyła sobie najbardziej na swoją korzyść, nie miało dla mnie wcale wielkiego znaczenia; nie było ani śladu zamiaru poważnego, trwałego związku; tym wyraźniej widziałam pociąg namiętnej dziewczyny, by za wszelką cenę należeć do niego.

Tak miały się rzeczy, kiedy pani domu zaskoczyła mnie niespodzianym oświadczeniem.

— Lothar — rzekła — ofiaruje ci swoją rękę i pragnie mieć cię zawsze przy boku przez całe życie.

Rozwodziła się o moich zaletach i rzekła mi, czego tak chętnie słuchałam, że Lothar jest przeświadczony, iż znalazł we mnie osobę, której od tak dawna sobie życzył.