Dzieci zerwały się i powitały przybyłego; uściskał je czule i poprowadził bliżej staruszki.

— Czy to ty — rzekł do niej poważnie — przyprowadziłaś Aurelii to dziecko?

Oderwała się od pracy i zwróciła ku niemu twarz; zobaczył ją w pełnym świetle, przeraził się, odstąpił kilka kroków; była to stara Barbara.

— Gdzie Marianna? — zawołał.

— Daleko stąd — odparła stara.

— A Feliks?...

— Jest synem tej nieszczęśliwej, aż nadto czule kochającej dziewczyny. Obyś pan nigdy nie odczuł, ile nas pan kosztował! Oby ten skarb, który panu przekazuję, uczynił pana tak szczęśliwym, jak nas uczynił nieszczęśliwymi!

Powstała, chcąc odejść. Wilhelm zatrzymał ją.

— Nie mam zamiaru od pana uciekać — rzekła. — Pozwól mi pan przynieść dokument, który ucieszy pana i zasmuci.

Odeszła, a Wilhelm spoglądał na chłopca z trwożną radością; nie śmiał jeszcze przywłaszczyć sobie dziecka.