— On jest twój! — zawołała Mignon. — On jest twój! — i przycisnęła dziecko do kolan Wilhelma.
Nadeszła stara i wręczyła mu list.
— Tu są ostatnie słowa Marianny — rzekła.
— Więc umarła! — zawołał.
— Umarła — odrzekła stara. — O, gdybym mogła oszczędzić panu wszystkich wyrzutów.
Zaskoczony i zmieszany Wilhelm otworzył list, ale ledwie odczytał pierwsze słowa, ogarnął go gorzki ból; upuścił list, upadł na trawiasty brzeg i leżał tam przez chwilę. Mignon zajęła się nim troskliwie. Tymczasem Feliks podniósł list i dopóty szarpał swoją towarzyszkę zabaw, aż ta ustąpiła, przyklękła przy nim i zaczęła mu czytać. Feliks powtarzał wyrazy, a Wilhelm a Wilhelm był zmuszony wysłuchać ich dwukrotnie.
Jeżeli ten list kiedyś do Ciebie dotrze, pożałuj swojej nieszczęśliwej kochanki. Twoja miłość ją zabiła. Chłopiec, którego narodziny przeżywam jedynie o kilka dni, jest Twój. Umieram wierna Tobie, chociażby wiele pozorów mogło przemawiać przeciw mnie. Z Tobą straciłam wszystko, co mnie łączyło z życiem. Umieram zadowolona, bo mam pewność, że dziecko jest zdrowe i będzie żyło. Wysłuchaj starej Barbary, przebacz jej, bądź zdrów i nie zapominaj o mnie!
Co za bolesny, a ku jego pocieszeniu na wpół zagadkowy list! Jego treść dała mu się odczuć z całą siłą, gdy dzieci, jąkając się i utykając, odczytywały go i powtarzały.
— Otóż pan masz! — zawołała stara, nie czekając, aż ochłonie. — Dziękuj pan niebu, że po stracie tak dobrej dziewczyny pozostaje panu jeszcze tak doskonałe dziecko. Nic nie dorówna pańskiemu bólowi, kiedy się dowiesz, jak dobra dziewczyna pozostała panu wierna aż do końca, jak się stała nieszczęśliwa i jak wszystko dla pana poświęciła.
— Daj mi puchar nieszczęścia i radości wypić od razu! — zawołał Wilhelm. — Przekonaj mnie, owszem, wmów we mnie choćby, że była dobrą dziewczyną, że zasługiwała na mój szacunek tak samo, jak na miłość, i pozostaw mnie potem z mym bólem z powodu niepowetowanej straty.