Wymknęła się po cichu, a Wilhelm nie miał tej nocy odwagi, by otworzyć portfel, który sam podarował Mariannie; wiedział, że chowała w nim starannie każdą karteczkę, jaką od niego otrzymała.
Nazajutrz przemógł się. Odwiązał tasiemkę, wypadły przed nim maleńkie bileciki, pisane ołówkiem, jego własną ręką, i uprzytomniły mu znowu każdą sytuację od pierwszego dnia ich miłej znajomości aż do ostatniego, kiedy nastąpiło okrutne rozstanie. Jednak nie bez najżywszego bólu przeczytał zbiorek bilecików pisanych do niego, które, jak widział z treści, zostały jej odesłane przez Wernera.
Żaden z moich listów nie mógł się przedostać do Ciebie, moje prośby i błagania nie doszły do Ciebie. Czyś Ty sam wydał te okrutne rozkazy? Czy już nigdy Cię nie zobaczę? Raz jeszcze próbuję; proszę Cię, przyjdź, o przyjdź! Nie pragnę Cię zatrzymać, bylebym tylko choć raz jeszcze mogła przycisnąć Cię do serca.
*
Kiedy dawniej siedziałam przy Tobie, trzymałam Twe ręce, patrzyłam Ci w oczy, a z sercem pełnym miłości i zaufania mówiłam do Ciebie: „Drogi, drogi, dobry mężu!”, słuchałeś tego tak chętnie, musiałam Ci powtarzać to tak często. Powtarzam raz jeszcze: Drogi, drogi, dobry mężu! Bądź dobry, jak byłeś, przyjdź i nie daj mi ginąć w moim nieszczęściu!
*
Uważasz mnie za winną. Jestem winna, ale nie tak, jak sądzisz. Przyjdź, abym dożyła choć jedynej pociechy, żeby dać Ci się poznać w zupełności, a potem niech się dzieje ze mną co chce.
*
Nie tylko dla siebie samej, ale także dla Ciebie błagam Cię, żebyś przyszedł. Czuję te nieznośne cierpienia, jakich doznajesz, unikając mnie. Przyjdź, ażeby nasze rozstanie było mniej okrutne! Nie byłam może nigdy godniejsza Ciebie niż właśnie w chwili, kiedyś mnie wpychał w nieszczęście bez granic.
*