I tak odpowiadała znacząco na każde niewinne, lekkie pytanie. Kiedy ciekawość małego towarzystwa została zaspokojona, a wrażenie tego zjawienia zaczynało się przytępiać, chciano ją rozebrać. Nie dopuściła tego, wzięła swą gitarę, usiadła tu, na tym wysokim biurku, i z niezrównanym wdziękiem zaśpiewała pieśń:
Niech się wydaję, aż się stanę taką;
Białej odzieży nie zdejmujcie mi;
Z pięknej ja ziemi podążam wszelako
Tam, gdzie dom ów potężny bosko lśni.
Spocznę tu chwilkę w spokoju małą;
Świeży mi wzrok się otworzy na czas,
Wtedy porzucę tu szatę swą białą,
Wieniec też swój i złocisty ten pas.
Owe zaś górne niebiańskie postaci