— Rywalka! — zawołał Wilhelm. — Mów pan dalej; wprawiasz mnie pan w okropne zmieszanie.

— Ciesz się pan — odrzekł lekarz — że możesz pan dowiedzieć się ode mnie tak szybko o rezultatach. Natalia i ja, którzy bierzemy w tym tylko bardzo odległy udział, wiele się nadręczyliśmy, zanim zdołaliśmy tak jasno rozejrzeć się w stanie tej dobrej istoty, której pragnęliśmy dopomóc. Gdy lekkomyślne rozmowy Filiny i innych dziewcząt oraz pewna piosenka zwróciły jej uwagę, wielce powabna wydała się jej myśl spędzenia nocy u ukochanego, chociaż przy tym nie wyobrażała sobie nic innego nad poufny, szczęśliwy wypoczynek. Skłonność do ciebie, mój przyjacielu, była już w tym dobrym sercu żywa i potężna; w twoich objęciach dobre dziecko wypoczęło już po wielkim bólu; zapragnęło więc tego szczęścia w całej jego pełni. Już to postanawiała uprzejmie prosić pana o to, już to powstrzymywała ją od tego jakaś tajemna zgroza. W końcu wesoło spędzony wieczór i nastrój wywołany obfitym użyciem wina natchnęły ją odwagą spróbowania śmiałego kroku i wśliźnięcia się owej nocy do pana. Wybiegła naprzód, by się ukryć w niezamkniętym pokoju, ale gdy właśnie wydostała się po schodach na górę, posłyszała jakiś szelest; skryła się i ujrzała jakąś białą, żeńską istotę wsuwającą się do pańskiego pokoju. Niebawem pan nadszedłeś i usłyszała zasuwający się rygiel. Doświadczała niewymownej męczarni; wszystkie gwałtowne wzruszenia namiętnej zazdrości mieszały się z niezrozumiałym pragnieniem niejasnej żądzy i targały na pół rozwiniętą naturę. Serce jej, które dotychczas biło żywo tęsknotą i oczekiwaniem, zaczęło się nagle zatrzymywać i cisnęło jej pierś jak ołowiane brzemię; nie mogła odetchnąć, nie umiała sobie poradzić, posłyszała harfę starca, pośpieszyła do niego na poddasze i spędziła noc u jego nóg w straszliwych drgawkach.

Lekarz zamilkł na chwilę, a kiedy Wilhelm nie odzywał się, zaczął mówić dalej:

— Natalia zapewniała mnie, że nic w życiu tak jej nie przeraziło i nie wzruszyło, jak stan dziecka przy tym opowiadaniu; co więcej, nasza szlachetna przyjaciółka robiła sobie wyrzuty, że swoimi pytaniami i poleceniami wyłudziła te zwierzenia i tak okrutnie odnowiła wspomnieniem dotkliwe cierpienia. „Dobre stworzenie (tak mi opowiadała Natalia), ledwie doszedłszy do tego punktu w swoim opowiadaniu, a raczej w odpowiedziach na moje kolejne pytania, nagle upadło przede mną i z ręką na piersi zaczęło się skarżyć na powracający ból owej strasznej nocy. Wiło się jak robak na ziemi, a ja musiałam skupić całą przytomność umysłu, aby pomyśleć i zastosować znane mi środki wspomożenia ducha i ciała w tych okolicznościach”.

— Wprawiasz mnie pan w straszne położenie — zawołał Wilhelm — dając mi tak żywo odczuć moje liczne uchybienia względem tej drogiej istoty, i to właśnie w chwili, kiedy mam ją znowu ujrzeć. Jeżeli mam ją zobaczyć, czemu odbierasz mi pan odwagę swobodnego pojawienia się przed nią? Przyznam się panu, że w takim nastroju jej duszy nie rozumiem, jak moja obecność miałaby pomóc. Jeżeli pan jako lekarz jesteś przekonany, że ta podwójna tęsknota tak dalece podkopała jej naturę, iż zagraża rozstaniem się z życiem, to po co swoją obecnością mam wznawiać jej cierpienia, a może nawet przyśpieszać jej zgon?

— Mój przyjacielu — odparł lekarz — gdzie nie możemy pomóc, obowiązani jesteśmy przynieść ulgę, a jak bardzo obecność ukochanego przedmiotu odbiera wyobraźni jej burzącą siłę i przemienia tęsknotę w spokojne wpatrywanie się, na to mam bardzo ważne przykłady. Wszystko w miarę i z celem! Ponieważ tak samo obecność może ponownie rozniecić gasnącą namiętność. Zobacz się pan z dobrym dzieckiem, zachowaj się pan przyjaźnie i czekajmy, co z tego wyniknie.

Natalia właśnie wróciła i poprosiła, żeby Wilhelm poszedł za nią do Mignon.

— Wydaje się całkiem szczęśliwa z Feliksem i przyjmie dobrze przyjaciela, jak się spodziewam.

Wilhelm poszedł nie bez pewnego oporu; był głęboko wzruszony tym, czego się dowiedział, i lękał się namiętnej sceny. Gdy wszedł, stała się rzecz wprost przeciwna.

Mignon w długiej, białej, kobiecej sukni, z bujnymi czarnymi włosami, częściowo w puklach, częściowo związanymi, siedząc, trzymała Feliksa na łonie i przyciskała go do serca; wyglądała zupełnie jak duch nie z tego świata, a chłopiec jak samo życie — niby niebo i ziemia w objęciu. Z uśmiechem podała Wilhelmowi rękę i rzekła: