— Dziękuję ci, że przyprowadzasz mi z powrotem dziecko; uprowadzili mi je Bóg wie jak, a ja od tego czasu nie mogłam żyć. Dopóki moje serce potrzebuje czegoś na ziemi, ono wypełni braki.

Spokój, z jakim Mignon przyjęła swego przyjaciela, sprawił towarzystwu wielką radość. Lekarz zażądał, żeby Wilhelm często ją odwiedzał i żeby utrzymywano ją w równowadze zarówno cieleśnie, jak duchowo. Sam odszedł, obiecując, że niedługo wróci.

Wilhelm mógł tedy przyglądać się Natalii w jej kółku; niepodobna byłoby życzyć sobie czegoś lepszego niż żyć przy niej. Jej obecność wywierała najczystszy wpływ na młode dziewczęta i kobiety w różnym wieku, które już to mieszkały w jej domu, już to przychodziły do niej częściej czy rzadziej z sąsiedztwa.

— Bieg życia pani — rzekł raz do niej Wilhelm — był prawie zawsze bardzo jednostajny? Obraz bowiem, który ciotka dała o pani jako o dziecku, nadal wydaje się pasować do pani. Czuje się po pani, że się nigdy nie błąkałaś. Nigdy nie byłaś pani zmuszona cofać kroku.

— Zawdzięczam to swemu stryjowi i księdzu — odparła Natalia — którzy umieli tak dobrze ocenić moje cechy. Z młodych lat nawet ledwie przypominam sobie jakieś żywsze wrażenie niż to, że wszędzie widząc potrzeby ludzi, doznawałam niepowstrzymanego pragnienia, by im uczynić zadość. Dziecko, które nie mogło jeszcze ustać na nogach, starzec, który się na swoich utrzymać nie zdołał, tęsknota bogatej rodziny za posiadaniem dzieci, niemożność biednej wyżywienia swoich, każda cicha chęć do zawodu, popęd do jakiegoś talentu, usposobienie do setnych drobnych uzdolnień: by to wszystko wszędzie odkrywać, oko moje zdawało się przeznaczone z natury. Widziałam to, na co nikt nie zwrócił mojej uwagi, ale też zdawało się, że po to się tylko urodziłam, aby to widzieć. Powaby martwej natury, na które tylu ludzi nadzwyczaj jest wrażliwych, nie miały na mnie żadnego wpływu; prawie jeszcze mniej powaby sztuki; najmilszym dla mnie uczuciem było i jest dotąd, ilekroć mi się w świecie ukazał jakiś brak, jakaś potrzeba, wynajdywać zaraz w duchu zadośćuczynienie, zaradzenie, pomoc. Jeśli zobaczyłam biedaka w łachmanach, naraz przychodziła mi na myśl zbywająca odzież, jaką widziałam w szafach krewnych i znajomych; jeśli zobaczyłam dzieci marniejące bez opieki i pielęgnowania, przypominałam sobie tę czy ową kobietę, u której pomimo bogactwa i wygody zauważyłam nudy; jeśli zobaczyłam mnóstwo ludzi stłoczonych w ciasnej przestrzeni, myślałam sobie, że powinni by dostać mieszkanie w wielkich pokojach niejednego domu i pałacu. Ten sposób patrzenia na rzeczy był u mnie zupełnie naturalny, bez najmniejszej refleksji, tak że jeszcze jako dziecko wyprawiałam z tego powodu najcudaczniejsze w świecie rzeczy i niejednokrotnie nabawiałam ludzi kłopotu najdziwniejszymi propozycjami. I to jeszcze było moją cechą, że dopiero z trudem i późno zaczęłam postrzegać pieniądze jako środek zaspokajania potrzeb; wszystkie moje dobrodziejstwa dawałam w naturze i wiem, że dosyć często śmiano się ze mnie. Tylko ksiądz zdawał się mnie rozumieć; wszędzie śpieszył mi z pomocą, zaznajamiał mnie z samą sobą, z tymi pragnieniami i skłonnościami i uczył mnie, jak je zaspokajać celowo.

— Czy pani także — zapytał Wilhelm — w wychowaniu swego żeńskiego światka przyjęła zasady owych dziwnych ludzi? Czy i pani pozwalasz każdej naturze rozwijać się samej? Czy pozwalasz także swoim szukać i błądzić, popełniać omyłki, stawać szczęśliwie u celu lub też nieszczęśliwie ginąć na manowcach?

— Nie — odrzekła Natalia — taki sposób postępowania z ludźmi byłby sprzeczny z moimi uczuciami. Wydaje mi się, że kto nie pomaga od razu, nigdy nie pomoże; kto nie daje rady od razu, nigdy nie doradzi. Za równie konieczne uważam też wypowiadać i wpajać w dzieci pewne prawa, które życiu dają niejaką podporę. Co więcej, chciałbym prawie powiedzieć, że lepiej jest błądzić zgodnie z regułami niż błądzić według samowoli naszej natury, pędzącej nas w różne strony; a kiedy patrzę na ludzi, zdaje mi się, że w ich naturze tkwi zawsze jakiś brak, który można wypełnić jedynie stanowczo ogłoszonym prawem.

— A więc sposób pani postępowania — rzekł Wilhelm — jest całkiem odmienny od tego, jakiego się trzymają nasi przyjaciele?

— Tak jest — odparła Natalia — ale możesz pan z tego przekonać się o niesłychanej tolerancji tych ludzi, iż mi wcale nie przeszkadzają na mej drodze dlatego właśnie, że to moja droga, lecz raczej przychodzą mi z pomocą we wszystkim, czego tylko sobie mogę życzyć.

Szczegółowy opis, jak Natalia postępowała z dziećmi, zachowujemy sobie do innej sposobności.