— Co robić? — zawołał Wilhelm, przeczytawszy list.

— Jeszcze w żadnym wypadku — odparła Natalia po pewnym namyśle — moje serce i rozum nie milczały tak, jak w obecnym; nie wiedziałabym, co robić, tak jak nie wiem, co radzić.

— Czy to możliwe — zawołał Wilhelm gwałtownie — żeby sam Lothar nic o tym nie wiedział lub też, jeżeli wie o tym, żeby wraz z nami był igraszką ukrytych planów? Czyżby Jarno, ujrzawszy nasz list, na poczekaniu wymyślił bajkę? Czy powiedziałby nam co innego, gdybyśmy nie postąpili zbyt pośpiesznie? Czego można chcieć? Jakie można mieć zamiary? Jakiż plan ma na myśli Teresa? Tak, nie da się zaprzeczyć, Lothar jest otoczony tajemnymi działaniami i związkami; sam doświadczyłem, że tam są aktywni, że się tam w pewnej myśli zaprzątają działaniami i losem wielu ludzi i umieją nimi kierować. Celów tych tajemnic nie rozumiem zgoła, ale ten najświeższy zamiar, by mi wydrzeć Teresę, przenikam aż nadto jasno. Z jednej strony przedstawiają mi możliwe szczęście Lothara, może tylko na pozór; z drugiej zaś widzę moją ukochaną, moją uwielbioną narzeczoną przywołującą mnie do swego serca. Co mam robić? Czego mam zaniechać?

— Trochę tylko cierpliwości! — rzekła Natalia — i trochę czasu do namysłu! W tym dziwnym zawikłaniu tyle wiem jedynie, że nie powinniśmy zanadto przyśpieszać tego, czego się odrobić nie da. Przeciwko plotce, przeciwko kunsztownemu planowi dopomaga nam wytrwałość i roztropność; niebawem wyjaśnić się musi, czy sprawa ta jest rzetelną czy wymyśloną. Jeżeli brat mój ma rzeczywiście nadzieję połączenia się z Teresą, to byłoby okrucieństwem pozbawiać go na wieki szczęścia i to w chwili, kiedy mu się tak mile uśmiecha. Poczekajmy tylko, czy on co wie o tym, czy on sam wierzy, czy on sam się spodziewa.

Tym wywodom jej rady przyszedł na szczęście list Lothara.

Nie odprawiam stąd Jarna — pisał. — Wiersz moją ręką pisany więcej dla ciebie znaczy niż najszczegółowsze opowiadania posłańca. Jestem pewny, że Teresa nie jest córką swej matki i nie mogę się wyrzec nadziei posiadania jej, dopóki i ona nie zostanie przekonana, a wówczas ze spokojną rozwagą rozstrzygnie pomiędzy mną a przyjacielem. Proszę Cię, nie puszczaj go od swego boku! Szczęście, życie brata od tego zależy. Przyrzekam Ci, ta niepewność nie potrwa długo.

— Widzisz pan — rzekła Natalia do Wilhelma — jak się rzeczy mają; daj mi pan słowo honoru, że nie wyjdziesz z mego domu.

— Daję! — zawołał, wyciągając do niej rękę. — Wbrew woli pani nie opuszczę tego domu. Dziękuję Bogu i swemu dobremu duchowi, że tym razem jestem prowadzony, i to przez panią.

Natalia opisała Teresie cały przebieg sprawy i oświadczyła, że nie puści od siebie przyjaciela; dołączyła też list Lothara.

Teresa odpowiedziała: