Niemało się zadziwiłam, że sam Lothar jest przekonany, gdyż wobec swej siostry nie udawałby przecież aż do takiego stopnia. Przykro mi, bardzo przykro. Tak lepiej, nie powiem nic więcej. A najlepiej przyjadę do Ciebie, jak tylko umieszczę gdzieś biedną Lidię, z którą postępują okrutnie. Lękam się, żebyśmy wszyscy nie byli oszukiwani teraz i na przyszłość, aby nigdy jasno nie widzieć. Gdyby przyjaciel był usposobiony tak jak ja, to jednak by Ci się wymknął i rzuciłby się na serce swojej Teresy, której by mu wtedy nikt nie odebrał, ale boję się, że i jego stracę, i Lothara nie odzyskam. Temu odbierają Lidię, ukazują mu z daleka nadzieję, iż mnie będzie mógł posiąść. Nic więcej nie powiem, zawikłanie zwiększy się jeszcze. Czy tymczasem najpiękniejsze stosunki tak się nie przestawią, podkopią i rozerwą, iż nawet wówczas, gdy się już wszystko wyjaśni, nie będzie już można niczemu zaradzić, niech czas to okaże. Jeżeli mój przyjaciel się nie wyrwie, to za kilka dni przybędę, aby go u Ciebie odnaleźć i utrzymać. Dziwisz się, jakim sposobem ta namiętność owładnęła Twoją Teresą. To nie namiętność, to przekonanie, że ponieważ Lothar nie mógł być mój, ten nowy przyjaciel będzie szczęściem mego życia. Powiedz mu to, w imieniu małego chłopca, który z nim siedział pod dębem i cieszył się jego współczuciem. Powiedz mu to w imieniu Teresy, która jego oświadczenie przyjęła z serdeczną otwartością! Pierwsze moje marzenie, o życiu z Lotharem, oddaliło się już od mojej duszy; marzenie zaś, jak zamierzam żyć z moim nowym przyjacielem, obecnie jeszcze stoi żywo przede mną. Czy mnie tak mało szanują, iż sądzą, że to łatwe na poczekaniu zmienić znów tego na tamtego?

— Zdaję się na pana — rzekła Natalia do Wilhelma, wręczając mu list Teresy. — Nie uciekniesz pan ode mnie. Pomyśl pan sobie, że masz w swym ręku szczęście mego życia! Moje istnienie jest tak ściśle związane i zrośnięte z istnieniem mego brata, że on nie może czuć bólów, których bym ja nie doznawała, ani radości, która by mnie szczęściem nie przejmowała. Co więcej, mogę powiedzieć, że przez niego dopiero odczułam, że serce może być wzruszone i uwznioślone, że na świecie może być radość, miłość i uczucie, które nas zaspakaja ponad wszelką potrzebę.

Zamilkła. Wilhelm wziął ją za rękę i zawołał:

— O, mów pani dalej! To stosowna pora do rzetelnego wzajemnego zaufania; nigdy nie potrzebowaliśmy bardziej niż teraz poznać się dokładniej.

— Tak, mój przyjacielu — odrzekła, uśmiechając się z tą swoją spokojną, łagodną, nieopisaną podniosłością — może to nie będzie nie w porę, gdy panu powiem, że to wszystko, co nam niejedna książka, co nam świat jako miłość nazywa i pokazuje, zawsze mi się wydawało tylko baśnią.

— Nie kochałaś pani? — zawołał Wilhelm.

— Nigdy lub zawsze! — odparła Natalia.

Rozdział piąty

Prowadząc tę rozmowę, przechadzali się po ogrodzie. Natalia zerwała kilka różnych kwiatów dziwnego kształtu, które Wilhelmowi były zupełnie nieznane i o których nazwy zapytywał.

— Nie domyślasz się pan pewnie — rzekła Natalia — dla kogo zbieram ten bukiet? Przeznaczony jest dla mego stryja, którego chcemy odwiedzić. Słońce świeci właśnie tak żywo w stronę sali przeszłości; muszę pana tam wprowadzić w tej chwili, a nigdy tam nie chodzę, nie przynosząc kwiatów, które mój stryj szczególnie lubił. Był dziwnym człowiekiem, zdolnym do wrażeń sobie tylko właściwych. Do pewnych roślin i zwierząt, do pewnych ludzi i okolic, a nawet do niektórych rodzajów kamieni miał wyraźną skłonność, którą rzadko dawało się wytłumaczyć. „Gdybym od młodości — zwykł często mawiać — tak bardzo się sobie nie opierał, gdybym nie usiłował wykształcić rozumu do rzeczy rozległych i ogólnych, stałbym się najbardziej ograniczonym i nieznośnym człowiekiem; nie ma bowiem nic nieznośniejszego niż jakaś wyłączna cecha w osobie, od której żądać można jasnej, należytej działalności”. A jednak sam musiał przyznać, że zabrakłoby mu niemal życia i oddechu, gdyby sobie od czasu do czasu nie ulżył i gdyby nie pozwolił sobie używać namiętnie tego właśnie, co nie zawsze mógł pochwalić i usprawiedliwić. „To nie moja wina — mawiał — że nie zdołałem doprowadzić swoich popędów i rozumu do pełnej zgody”. Przy takich okazjach zwykł przeważnie żartować ze mnie, mówiąc: „Natalię już za życia można nazwać błogosławioną, gdyż jej natura nie wymaga niczego ponad to, czego świat sobie życzy i potrzebuje”.