— Toście się ze mną zanadto pośpieszyli — odparł Wilhelm — bo co ja mogę, chcę lub powinienem, o tym wiem jak najmniej właśnie od owej chwili.
— Popadliśmy w to zamieszanie nie z własnej winy; szczęście może nas z niego dźwignie; tymczasem niech no pan posłucha: Ten w kim wiele jest do rozwinięcia, później też poznaje sam siebie i świat. Niewielu jest takich, co mają rozwagę, a zarazem są zdolni do czynu. Rozwaga rozszerza, ale hamuje; czyn ożywia, ale ogranicza.
— Proszę pana — przerwał Wilhelm — nie czytaj mi już nic z tych dziwacznych orzeczeń! Te frazesy już mnie dostatecznie obałamuciły.
— To zostanę przy opowiadaniu — rzekł Jarno, składając zwój na pół i tylko niekiedy zaglądając do niego. — Ja sam byłem najmniej użyteczny stowarzyszeniu i ludziom; jestem bardzo złym nauczycielem; nieznośną jest dla mnie rzeczą widzieć, jak ktoś robi niezręczne próby; błądzącego muszę natychmiast przestrzec, chociażby to był nawet lunatyk, którego bym widział po prostu w niebezpieczeństwie złamania nogi. Z tego powodu miałem zawsze ciężkie przeprawy z księdzem, który utrzymuje, że błąd daje się uleczyć jedynie przez błądzenie. I o pana często się sprzeczaliśmy, polubił pana szczególnie, a to już coś znaczy: tak bardzo zwrócić na siebie jego uwagę. Przyznać mi pan musisz, że gdziekolwiek pana spotkałem, mówiłem zawsze czystą prawdę.
— Niewiele mnie pan oszczędzałeś — rzekł Wilhelm — i zdajesz się pan trwać przy swych zasadach.
— A cóż tam jest do oszczędzania — odparł Jarno — kiedy młodzieniec z niejakimi zdolnościami obiera kierunek całkiem fałszywy.
— Daruj pan — odpowiedział Wilhelm — dosyć ostro odmówiłeś mi pan wszelkiego talentu do bycia aktorem, wyznam jednak, że chociaż zupełnie się wyrzekłem tej sztuki, nie mogę twierdzić, że jestem do niej całkowicie niezdolny.
— A dla mnie — odrzekł Jarno — jest to rzeczą stanowczo zdecydowaną, że kto może grać tylko samego siebie, nie jest wcale aktorem. Kto nie może się co do usposobienia i postaci przemienić w różnorodne osoby, ten na tę nazwę nie zasługuje. I tak na przykład grałeś pan bardzo dobrze Hamleta i niektóre inne role, w których pański charakter, postać i nastrój chwili panu dopomagały. Byłoby to dosyć na teatr amatorski i dla każdego, kto by nie widział przed sobą innej drogi. Należy — mówił Jarno dalej, patrząc na zwój — wystrzegać się talentu, którego nie spodziewamy się wykształcić aż do doskonałości. Chociażby się w nim zaszło nie wiem jak daleko, to zawsze w końcu, kiedy zaleta mistrza stanie się dla nas jasna, boleśnie żałować będziemy straty czasu i sił, które się zmarnowało na takie partactwo.
— Nic pan nie czytaj! — zawołał Wilhelm. — Proszę pana usilnie, mów wciąż, opowiadaj mi, oświecaj mnie! A więc to ksiądz mi dopomógł w Hamlecie, sprowadziwszy ducha?
— Tak jest, bo zapewniał, że to jedyny sposób uleczenia pana, jeżeliś pan był uleczalny.