Posłaniec powrócił i przyniósł to, o co Wilhelm prosił, chociaż Werner nie wydawał się zadowolony z tej nowej wycieczki.
Moja nadzieja, że się staniesz rozsądny — pisał — znowu na jakiś czas się oddaliła. Gdzie wy się tam wszyscy razem błąkacie? I gdzie jest ta panna, której pomoc w gospodarstwie mi obiecywałeś? Reszty przyjaciół też nie ma, na sędziego i na mnie zwalił się cały interes. Szczęście, że jest tak dobrym prawnikiem, jak ja finansistą, i że obaj przywykliśmy trochę wlec się. Bywaj zdrów! Twoje wybryki muszą ci być wybaczone, gdyż bez nich nasze stosunki w tej okolicy nie mogłyby się tak dobrze ułożyć.
Co do spraw zewnętrznych, mógł już wyjechać kiedykolwiek, ale jego serce skrępowane było jeszcze dwiema przeszkodami. Nie chciano mu ani razu pokazać ciała Mignon, dopiero na egzekwiach165, które ksiądz zamierzał odprawić, a do tej uroczystości nie wszystko było jeszcze gotowe. Lekarz również został odwołany stamtąd szczególnym listem wiejskiego proboszcza. Dotyczyło to harfiarza, o którego losach Wilhelm chciał się dokładniej dowiedzieć.
W takim stanie nie znajdował ni dniem, ni nocą spokoju duszy ani ciała. Kiedy wszyscy spali, on błąkał się po domu. Obecność starych, znanych dzieł sztuki przyciągała go i odpychała. Nic z tego, co go otaczało, nie mogło go ani zająć, ani odstręczyć; wszystko było przypomnieniem wszystkiego; przepatrywał cały pierścień swego życia, tylko że leżał on przed nim złamany i zdawało się, że już się nigdy nie da spoić. Te dzieła sztuki, które sprzedał jego ojciec, wydawały mu się symbolem, iż i on także miał być częściowo wykluczony ze spokojnego i istotnego posiadania rzeczy pożądanych w świecie, a częściowo pozbawiony tego z własnej lub obcej winy. Tak się głęboko zatopił w te dziwne i smutne rozmyślania, że sam sobie wydawał się niekiedy duchem i nawet wówczas, gdy dotykał rzeczy obok siebie i obmacywał je, ledwie mógł się oprzeć wątpliwości, czy rzeczywiście żyje rzeczywiście i istnieje.
Tylko dotkliwy ból, jaki go czasami chwytał, iż wszystko, co znalazł i odnalazł, musi opuścić tak nikczemnie, a przecież tak nieodwołalnie, tylko łzy przywracały mu poczucie własnego istnienia. Na próżno wspominał ten szczęśliwy stan, w jakim się właściwie przecież znalazł.
— Tak więc wszystko jest niczym — wołał — jeśli brakuje jednej rzeczy, która jest dla człowieka warta tyle, ile cała reszta!
Ksiądz zapowiedział towarzystwu przybycie markiza.
— Postanowiłeś pan wprawdzie, jak się zdaje — rzekł do Wilhelma — odjechać sam, tylko ze swym chłopcem; jednak przynajmniej poznaj pan tego człowieka, który może być dla pana bądź co bądź pożyteczny, gdziekolwiek go spotkasz w drodze.
Markiz przybył. Był to mężczyzna jeszcze nie stary, jedna z kształtnych, przystojnych postaci lombardzkich166. Jako młodzieniec zawarł ze stryjem, o wiele starszym od siebie, znajomość w wojsku, a potem w interesach. Przejechali następnie razem znaczną część Włoch, a te dzieła sztuki, które markiz tu sprowadził, były przeważnie nabyte i kupione w jego obecności i to przy niejednej szczęśliwej okazji, co jeszcze doskonale pamiętał.
Ogólnie rzecz biorąc, Włosi mają głębsze poczucie wysokiej godności sztuki niż inne narody; każdy, kto się czymkolwiek zajmuje, pragnie się zwać artystą, mistrzem i profesorem i przynajmniej żądzą tytułów uznaje, że nie dosyć pochwycić cokolwiek przez tradycję albo nabrać wprawy przez praktykę, lecz że każdy powinien umieć myśleć o tym, co czyni, powinien wyprowadzać zasady oraz sobie i innym wyjaśniać przyczyny, dlaczego należy robić to lub owo.