— Jesteśmy przyzwyczajeni — rzekł — że się z nas śmieją i że nas podziwiają, ale nawet największe uznanie nie polepsza naszej doli. Przedsiębiorca opłaca nas i patrzy, żeby wyszedł na swoje.

Potem pożegnał się i chciał śpiesznie się oddalić. Na pytanie, dokąd tak szybko dąży, młodzieniec uśmiechnął się i wyznał, że jego postać i talenty zjednały mu korzystniejsze uznanie niż oklaski publiczności; otrzymał zaproszenie od kilku kobiet, które bardzo gorąco pragnęły poznać go bliżej, i lęka się, czy zdąży przed północą ze wszystkimi odwiedzinami, jakie ma złożyć. Nie przestawał opowiadać swych przygód z największą szczerością i byłby wymienił nazwiska, ulice i domy, gdyby Wilhelm nie odrzucił takiej niedyskrecji i grzecznie go nie odprawił.

Laertes tymczasem bawił Landrynetę i zapewniał, że w pełni zasługuje na to, by być i pozostać kobietą.

Nastąpiła rozmowa z przedsiębiorcą co do dziecka, które odstąpione zostało naszemu przyjacielowi za 30 talarów i względem niego czarnobrody, gwałtowny Włoch zrzekał się całkowicie swoich pretensji, ale co do pochodzenia nie chciał wyznać nic więcej ponad to, że je wziął do siebie po śmierci swego brata, którego z powodu nadzwyczajnej zręczności nazywano dużym diabłem.

Następny dzień zeszedł w większości na poszukiwaniach dziecka. Na próżno przepatrzono wszystkie zakątki gospody i sąsiedztwa; zniknęło i obawiano się, czy nie skoczyło do wody albo nie zrobiło sobie innej krzywdy.

Wdzięki Filiny nie mogły zażegnać niepokoju naszego przyjaciela. Spędził smutny, pełen rozmyślań dzień. Nawet wieczorem, choć skoczkowie i tancerze starali się ze wszystkich sił, by się jak najlepiej zalecić publiczności, umysł jego nie mógł się rozweselić i rozerwać.

Skutkiem zbiegowiska z sąsiednich okolic, liczba ludzi niezmiernie wzrosła, toteż burza oklasków ogromnie się wzmogła. Skoki przez miecze i przez beczkę o papierowym dnie wzbudziły wielką sensację. Ku ogólnej grozie, wzburzeniu i zdziwieniu siłacz, położywszy się głową i nogami na dwu rozstawionych krzesłach, dał sobie na wiszącym w powietrzu ciele położyć kowadło i kilku dzielnym czeladników kowalskim wykuć na nim podkowę.

I tak zwanej siły Herkulesowej — kiedy to szereg mężczyzn, stojąc na ramionach pierwszego szeregu, sam podtrzymuje kobiety i młodzieńców, tak że w końcu powstaje żywa piramida, której wierzchołek zdobi, jak gałka i chorągiewka, dziecko głową na dół — nigdy jeszcze w tych stronach widziano i godnie zakończyła całe widowisko. Narcyz i Landryneta dali się obnosić w lektykach na ramionach reszty towarzyszy przez główniejsze ulice miasta wśród głośnych okrzyków ludu. Rzucano im wstążki, bukiety i jedwabne chustki i przeciskano się, by zajrzeć im w twarz. Wszyscy wydawali się szczęśliwi, że mogą na nich patrzeć i że zaszczyceni zostali spojrzeniem.

— Jakiż aktor, jakiż pisarz, ba, jakiż człowiek w ogóle nie widziałby się na szczycie swych pragnień, gdyby wywarł tak ogólny wpływ jakimś szlachetnym słowem albo dobrym czynem? Cóż by to było za cenne było wrażenie, gdyby można było dobre, szlachetne, godne uczucia ludzkości równie szybko rozprzestrzenić porażeniem prądem elektrycznym i wzbudzić podobny zachwyt wśród ludu, jak tego dokonali ci ludzie swoją cielesną zręcznością; gdyby można przejąć tłum współczuciem dla wszystkiego, co ludzkie, gdyby można go było wyobrażeniem szczęścia i nieszczęścia, mądrości i głupoty, nawet nierozumu i niedorzeczności zapalić, wstrząsnąć i duszę jego ospałą wprawić w swobodny, żywy i czysty ruch!

Tak mówił nasz przyjaciel, a gdy ani Filina, ani Laertes nie zdawali się skłonni do prowadzenia dalej takiej rozmowy, bawił się sam jeden tymi ulubionymi spostrzeżeniami, przechadzając się po mieście do późna w nocy i rozmyślając znowu z całą żywością i z całą swobodą wyzwolonej wyobraźni nad swym dawnym pragnieniem, by dobro, szlachetność, wielkość uzmysłowić w przedstawieniu teatralnym.