— Idź, Mignon — rzekła Filina — i zamów co potrzeba, powiedz lokajowi i pomóż w usłudze!

Mignon stanęła przed Wilhelmem i zapytała lakonicznie jak zwykle:

— Czy powinnam? Czy trzeba?

A Wilhelm odparł:

— Zrób, moje dziecko, co ci panienka powiedziała.

Dziecko wystarało się o wszystko i przez cały wieczór z wielką troskliwością usługiwało gościom.

Po obiedzie Wilhelm starał się odbyć przechadzkę sam na sam ze starcem; udało mu się i po kilku pytaniach, jak mu się dotychczas powodziło, skierował rozmowę na dawniejsze towarzystwo, a w końcu ośmielił się zapytać o Mariannę.

—Nic mi pan nie mów o tym obrzydłym stworzeniu! — zawołał stary — przysiągłem nie myśleć o niej więcej!

Wilhelm był zaskoczony tym stwierdzeniem, ale znalazł się w jeszcze większym kłopocie, gdy stary w dalszym ciągu pomstował na jej lekkomyślność i rozpustę. Nasz przyjaciel chętnie przerwałby rozmowę, ale musiał wysłuchać hałaśliwych wywnętrzeń się obcego człowieka.

— Wstydzę się — mówił on dalej — że miałem do niej słabość. Ale gdybyś pan znał bliżej tę dziewczynę, z pewnością byś mi pan wybaczył. Była taka zgrabna, naturalna i dobra, tak uprzejma i pod każdym względem znośna. Nigdy bym nie pomyślał, żeby zuchwałość i niewdzięczność miały być głównymi cechami jej charakteru.