Hilaria przyłączyła się do nich, a major — wbrew swej woli — poczuł się znowu zmieniony. Obecność jej wydała mu się jeszcze milsza i cenniejsza niż dawniej. Jej zachowanie nabrało dla niego więcej przyjemności i już zaczynał wierzyć słowom siostry. Uczucie to było mu niezmiernie miłe, chociaż nie chciał się do niego przyznać ani pozwolić sobie na nie. Rzeczywiście Hilaria była niesłychanie powabna, kiedy w postępowaniu swym łączyła jak najściślej tkliwą nieśmiałość wobec kochanka ze swobodną otwartością wobec wuja. Kochała go bowiem istotnie i to z całej duszy. Ogród był w pełnym rozkwicie wiosennym, a major, widząc tyle starych drzew, na nowo pokrywających się liśćmi, mógł też uwierzyć w powrót własnej swej wiosny. I któż by nie dał się skusić ku temu w obecności najpowabniejszej dziewicy!

Tak minął im dzień razem. Wszystkie pory domowe przeżyto z największą swobodą. Wieczorem, po kolacji, usiadła Hilaria znowu do klawikordu. Major słuchał innymi uszyma niż rano. Jedna melodia wplatała się w drugą, jedna pieśń szła za drugą i północ dopiero zdołała małe to towarzystwo rozdzielić.

Przyszedłszy do swego pokoju, znalazł major wszystko urządzone z tą wygodą, do jakiej nawykł od dawna. Nawet kilka miedziorytów, którym lubił się przyglądać, przeniesiono tu z innych sal. A raz zwróciwszy na to uwagę, spostrzegł, że w każdym, najdrobniejszym nawet szczególe starano się nim zaopiekować i dogodzić mu.

Zaledwie kilku godzin snu potrzebował tym razem. Siły jego żywotne wcześnie się zbudziły. Ale wtem zauważył nagle, że nowy porządek rzeczy sprowadzał niejedną niedogodność. Starego masztalerza swego, który zarazem zastępował lokaja i kamerdynera, od lat wielu nie poczęstował złym słowem, gdyż wszystko szło zwykłym trybem w najsurowszym porządku — konie były obsłużone, a ubranie o właściwej godzinie wyczyszczone. Ale pan wstał wcześniej i nic się już nie kleiło.

Do tego przyłączyła się inna jeszcze okoliczność, by powiększyć niecierpliwość i pewien rodzaj złego humoru majora. Dawniej wszystko mu w sobie samym i w służącym się podobało. Ale teraz, stanąwszy przed zwierciadłem, nie znalazł się takim, jakim być pragnął. Nie mógł się zaprzeć kilku siwych włosów, a i zmarszczek niby nieco przybyło. Pocierał i pudrował więcej niż dawniej, w końcu przecież musiał zostawić tak, jak być mogło. Z ubrania też i z jego czystości nie był zadowolony. Nici na surducie i kurz na butach znajdowały się niby wciąż jeszcze. Stary sługa nie wiedział, co rzec, i dziwił się, widząc przed sobą pana tak zmienionego.

Mimo tych wszystkich przeszkód dosyć już wcześnie był major w ogrodzie. Hilarię, którą spotkać się spodziewał, spotkał rzeczywiście. Przyniosła mu bukiet, a on nie miał odwagi ucałować jej jak dawniej i do serca swego przycisnąć. Znajdował się w najprzyjemniejszym w świecie zakłopotaniu i oddał się uczuciom swoim, nie myśląc, do czego to mogło doprowadzić.

I baronowa również nie omieszkała niebawem się zjawić, a pokazując bratu bilet, który jej właśnie co przyniósł posłaniec, zawołała:

— Nie zgadniesz, kogo nam ten papier zwiastuje!

— A więc wypowiedz to zaraz! — odparł major.

I dowiedział się, że stary przyjaciel teatralny przejeżdża niedaleko zamku i za chwilę zamierza tu zawitać.