— Ci patrzą sobie dosyć prosto w twarz — rzekł major, nie dodając, co miał na myśli.
Po pewnej chwili Hilaria odparła skromnie, na pół głośno, i prawie z westchnieniem:
— A przecież nigdy nie zganią tego, kto spogląda w górę!
Równocześnie spojrzała na niego takimi oczyma, że z nich cała jej skłonność przemawiała.
— Czy cię dobrze rozumiem? — powiedział major, zwracając się ku niej.
— Nie mogę nic powiedzieć — odrzekła Hilaria z uśmiechem — czego byś pan już nie wiedział.
— Czynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem! — zawołał, padając jej do nóg. — Chcesz być moja?
— Na miłość boską, wstań pan! Jestem twoja na wieki.
Weszła baronowa. Lubo nie była zaskoczona, zdumiała się.
— Gdyby to było nieszczęściem, siostro — rzekł major — to twoja wina, jako za szczęście wdzięczni ci będziemy wiecznie.