Baronowa od młodości tak kochała brata swego, że go nad wszystkich przenosiła mężczyzn, a może nawet skłonność Hilarii, jeśli nie wypłynęła, to z pewnością wzrosła z tej szczególnej miłości matki.
Wszyscy troje połączyli się obecnie w jednej miłości, w jednym zadowoleniu — i tak upływały najszczęśliwsze dla nich godziny. Ale w końcu dostrzegli przecież znowu świat wkoło siebie, a ten rzadko bywa w zgodzie z takimi uczuciami.
Teraz znowu pomyślano o synu. Jemu przeznaczono Hilarię i było mu to bardzo dobrze wiadome. Zaraz po ukończeniu interesu z marszałkiem nadwornym miał major odwiedzić syna swego w garnizonie, omówić z nim wszystko i doprowadzić tę sprawę do szczęśliwego końca. A tu, wskutek niespodzianego zdarzenia, cały stan rzeczy się zmienił. Stosunki, które dawniej przyjaźnie się ze sobą splatały, teraz zdawały się wrogo stawać przeciw sobie i trudno było przewidzieć, jaki obrót przybierze sprawa, jaki nastrój ogarnie umysły.
Tymczasem musiał się major zdecydować na odwiedzenie syna, któremu już się zapowiedział. Nie bez wstrętu, nie bez osobliwego przeczucia, nie bez bólu, że opuszcza Hilarię — choć na czas krótki — po niejakim ociąganiu się puścił się w drogę, pozostawiając masztalerza i konie. Pojechał tylko ze swym odmładzającym lokajem, bez którego obejść się już nie mógł, ku miastu, gdzie syn jego przebywał.
Powitali się obaj i uścisnęli po tak długim rozdzieleniu jak najserdeczniej. Mieli sobie nawzajem wiele do powiedzenia, a przecież nie wyrazili natychmiast, co im najbardziej na sercu leżało. Syn rozwodził się nad nadziejami rychłego awansu, na co mu ojciec dał dokładną wiadomość o tym, co wśród starszych członków rodziny uradzono i postanowiono względem majątku w ogóle oraz względem dóbr poszczególnych i innych rzeczy.
Rozmowa zaczęła się już do pewnego stopnia urywać, kiedy syn nabrał odwagi i rzekł z uśmiechem do ojca:
— Postępujesz ze mną, kochany ojcze, bardzo delikatnie i dziękuję ci za to. Opowiadasz mi o posiadłościach i majątku, a nie wspominasz o warunku, pod którym, częściowo przynajmniej, ma się to stać własnością moją. Wstrzymujesz się z imieniem Hilarii, czekając, żebym je sam wymówił, żebym dał poznać swe pragnienie rychłego połączenia się z tym uroczym dzieckiem.
Wobec tych słów syna znalazł się major w wielkim kłopocie. Ale ponieważ wypływało to częściowo z jego natury, częściowo ze starego przyzwyczajenia do badania myśli tych, z którymi miał do czynienia, więc milczał i patrzył na syna z dwuznacznym uśmiechem.
— Nie zgadujesz, mój ojcze, co mam powiedzieć — mówił dalej porucznik — a ja pragnę to wyrzec szybko raz na zawsze. Mogę się spuścić na dobroć twoją, która tak wielce dbając o mnie, z pewnością pomyślała także i o moim prawdziwym szczęściu. Raz to powiedzieć trzeba, więc niechże teraz powiedziane będzie: Hilaria nie może uczynić mnie szczęśliwym! Myślę o Hilarii jako o uroczej krewnej, z którą bym chciał całe życie zostawać w stosunkach najprzyjaźniejszych, ale inna obudziła moją namiętność, uwięziła mą skłonność. Przywiązanie to jest niepokonane. Nie zechcesz mnie, ojcze, uczynić nieszczęśliwym.
Z trudnością ukrył major radość, która się miała rozlać po jego obliczu, i z łagodną powagą zapytał syna, kim jest ta osoba, co tak całkowicie opanować go zdołała.