— Musisz tę istotę zobaczyć, mój ojcze, gdyż jest ona zarówno nie do opisania, jak nie do pojęcia. Lękam się tylko, żebyś ty sam nie został przez nią pociągnięty, jak każdy, co się do niej zbliża. Na Boga! Spotka mnie to i widzę cię jako rywala syna swego.

— Któż to jest? — zapytał major. — Jeżeli nie potrafisz odmalować jej osoby, to mi opowiedz przynajmniej o jej zewnętrznych stosunkach, gdyż te łatwiej przecież określić.

— Dobrze, mój ojcze! — odparł syn. — A jednak i te zewnętrzne stosunki byłyby inne u drugiej, inaczej by działały na drugą. Jest ona młodą wdową, dziedziczką starego, bogatego, niedawno zmarłego męża, niezależną i godną też niezależności, otoczoną przez wielu, przez tyluż kochaną, przez tyluż błaganą o rękę. A przecież albo się bardzo mylę, albo do mnie już sercem ona należy.

Ponieważ ojciec milczał i nie dawał żadnego znaku niezadowolenia, syn z przyjemnością jął opowiadać dalej o zachowaniu się pięknej wdowy względem niego, wysławiać ów wdzięk niepokonany, owe tkliwe dowody przychylności, w których ojciec mógł tylko — co prawda — dojrzeć łatwą uprzejmość kobiety powszechnie poszukiwanej, co to spomiędzy wielu wyróżnia kogokolwiek, bynajmniej się ku niemu stanowczo nie skłaniając. Wśród innych okoliczności byłby się z pewnością starał ostrzec syna, ba, choćby przyjaciela tylko, o łudzeniu samego siebie, które tu prawdopodobnie zapanować musiało. Ale tym razem jemu samemu tak dalece zależało na tym, żeby się syn nie potrzebował łudzić, żeby wdowa kochała go istotnie i, jak można najprędzej, oświadczyła się na jego korzyść, iż albo żadnej nie miał wątpliwości, albo też powątpiewanie stłumił w sobie (a może tylko przemilczał).

— Wprawiasz mnie w wielki kłopot — zaczął ojciec po pewnej przerwie. — Cała ugoda między resztą członków naszego rodu opiera się na założeniu, że się połączysz z Hilarią. Jeżeli ona wyjdzie za obcego, to całe to kunsztowne zjednoczenie wielkiego mienia rozchwiewa się, a ty zwłaszcza nie najlepiej w swoim dziale będziesz opatrzony. Byłby jeszcze jeden środek, który jednak brzmi trochę dziwnie i wobec którego nie zyskałbyś także wiele: ja na swoje stare lata musiałbym zaślubić Hilarię, czym chyba nie sprawiłbym ci wielkiej przyjemności.

— Największą w świecie! — zawołał porucznik. — Bo kto może odczuwać skłonność prawdziwą, kto może nasycać się szczęściem miłości lub go się spodziewać, nie życząc tego najwyższego szczęścia każdemu przyjacielowi, każdemu, co mu jest drogi! Nie jesteś stary, mój ojcze. Hilaria jakże jest urocza! A ulotna myśl nawet ofiarowania jej ręki świadczy o sercu młodzieńczym, o świeżej dzielności. Zastanówmy się i przemyślmy dobrze ten pomysł, ten projekt na poczekaniu. Wówczas dopiero byłbym naprawdę szczęśliwy, gdybym wiedział, że ty, ojcze, jesteś szczęśliwy. Wówczas dopiero naprawdę bym się cieszył, że za troskliwość, z jaką żeś los mój ubezpieczył, zostałeś sam tak pięknie i tak hojnie wynagrodzony. Ale najprzód zaprowadzę cię, ojcze, odważnie, z ufnością i sercem szczerym, do mojej ukochanej. Pochwalisz moje uczucia, bo sam czujesz. Nie będziesz niczym przeszkadzał szczęściu swego syna, bo idziesz na spotkanie szczęścia własnego.

Tymi i innymi natarczywymi słowy nie dał się syn rozszerzać ojcu, który chciał niejakie wątpliwości wtrącić, ale pośpieszył wraz z nim do pięknej wdowy, którą zastali w domu dużym, pięknie urządzonym, otoczoną nielicznym wprawdzie, lecz dobranym towarzystwem. Była ona jedną z tych istot niewieścich, którym żaden mężczyzna umknąć nie może. Z niesłychaną zręcznością umiała uczynić majora bohaterem tego wieczoru. Reszta towarzystwa wydawała się jej rodziną, major jeden — gościem. Znała bardzo dobrze jego stosunki, a jednak umiała się o nie pytać, jak gdyby od niego dopiero chciała się wszystkiego dobrze wywiedzieć, a i każdy z towarzystwa umiał także okazać jakiekolwiek zajęcie się nowoprzybyłym. Jeden musiał przecież znać jego brata, drugi jego dobra, a trzeci jeszcze coś innego — tak iż major w ożywionej rozmowie czuł się wciąż jak jej ognisko. Siedział też najbliżej pięknej wdówki. Oczy jej na niego były zwrócone, a uśmiech ku niemu ulatywał. Dość, że poczuł się w tak błogim nastroju, że zapomniał niemal, dlaczego tu przyszedł. O synu ledwie słówkiem wspomniała, chociaż młodzieniec żywo się mieszał do rozmowy. Dla niej, zdawało się, był on obecny dzisiaj jak i wszyscy inni — tylko z powodu ojca.

Ręczne robótki kobiece, podejmowane w towarzystwie i na pozór wykonywane obojętnie, przy sprycie i wdzięku nabierają często ważnego znaczenia. Spokojnie, a pracowicie prowadzone zajęcia takie dają pięknej kobiecie pozór zupełnej nieuwagi na otoczenie i budzą w nim ciche uczucie niechęci. Ale następnie, jakby przy obudzeniu, jedno słowo czy spojrzenie sprowadza nieobecną na powrót do towarzystwa, a ona wydaje się pożądana jakby nowa. A kiedy do tego złoży robótkę na łonie, zwróci uwagę na jakieś opowiadanie, na jakiś wykład pouczający, czym się mężczyźni lubią popisywać, pochlebia to niezmiernie temu, którego ona w ten sposób wyróżni.

Piękna nasza wdówka pracowała w ten sposób nad równie wspaniałym, jak gustownym, pugilaresem, odznaczającym się prócz tego większym formatem. Towarzystwo rozmawiało właśnie o nim. Najbliższy sąsiad wziął go do ręki i puścił w obieg po kolei wśród wielkich pochwał, gdy sama sztukmistrzyni114 rozmawiała z majorem o przedmiotach poważnych. Stary przyjaciel domu wysławiał przesadnie ukończone prawie dzieło, ale gdy ono przyszło do rąk majora, chciała mu je odebrać jako niegodne jego uwagi. Na co on umiał ocenić zalety w sposób zobowiązujący, kiedy przyjacielowi domu zdawało się, iż widzi w niej pracę ociągającej się na wzór Penelopy115.

Przechadzano się po pokojach i skupiano się przypadkowo w grona. Porucznik przystąpił do wdówki i zapytał: