— Ojciec jest trochę wyższy — mówił on — i z tego powodu surdut jest nieco za długi. Syn jest trochę tęższy i dlatego surdut w ramionach jest za ciasny.

Obie niezgodności nadały tej maskaradzie wygląd komiczny. Ale wskutek tych drobiazgów uwolniono się od przymusu chwili. Dla Hilarii, co prawda, podobieństwo młodzieńczego wizerunku ojca ze świeżą, żywą obecnością syna pozostało czymś niepokojącym, a nawet dręczącym.

Ale teraz pragnęlibyśmy, żeby następujące potem chwile opisała szczegółowo jakaś delikatna rączka kobieca, gdyż my — swoim sposobem i trybem — musimy poprzestać na rzeczach najogólniejszych. I tu znowu trzeba wspomnieć o wpływie poezji.

Pewnego talentu nie można było odmówić naszemu Flaviowi. Potrzebował on atoli aż zanadto jakiejś namiętnie zmysłowej pobudki, jeśli miał wydać coś wybornego. Z tego też powodu wszystkie prawie poezje poświęcone owej nieprzeparcie pociągającej kobiecie okazały się niezmiernie wzruszające i godne pochwały, a teraz odczytane entuzjastycznym tonem przed obecną, nadzwyczaj miłą panienką, musiały wywrzeć niemałe wrażenie.

Kobieta, widząc inną namiętnie kochaną, godzi się chętnie z rolą powiernicy. Żywi ona tajemne, ledwie świadome uczucie, że nie byłoby rzeczą nieprzyjemną ujrzeć się po cichu podniesioną na miejsce uwielbianej. A i rozmowa stawała się coraz to bardziej znacząca. Służyły ku temu poezje, jakie kochający lubi pisać, gdyż może od swej ukochanej wymagać choćby skromnej, połowicznej odpowiedzi na to, czego pragnie, a czego by z jej pięknych ust usłyszeć nie mógł chyba mieć nadziei. Takie poezje były też odczytywane z Hilarią po kolei. A ponieważ robiono to z jednego tylko rękopisu, do którego trzeba było z obu stron zaglądać, ażeby czas właściwy pochwycić (i w tym celu każde brać musiało zeszyt), stało się tedy, że siedząc blisko siebie, powoli osoba do osoby, ręka do ręki coraz to bliżej się przysuwała, a przeguby się w końcu, całkiem naturalnie, potajemnie zetknęły.

Mimo jednak tych pięknych stosunków, wśród wynikających stąd wielce miłych rozrywek czuł Flavio dotkliwą troskę, której skryć nie zdołał. I wciąż wyczekując z upragnieniem przybycia ojca, dawał do zrozumienia, że rzecz najważniejszą jemu dopiero ma powierzyć. Tymczasem tajemnica, po niejakim zastanowieniu, nie byłaby trudna do odgadnięcia. Owa urocza kobieta w chwili wzburzenia, wywołanej natarczywością młodzieńca, odsunęła niewątpliwie stanowczo nieszczęśliwego, rozwiewając i niszcząc żywioną uparcie do owej pory nadzieję. Sceny, jak się to odbyło, nie śmieliśmy malować z obawy, żeby nam nie zabrakło żaru młodzieńczego. Dość, że Flavio tak dalece nie panował nad sobą, że się co prędzej oddalił z garnizonu bez urlopu i chcąc odszukać ojca, wśród nocy, burzy i deszczu do majątku ciotki, pełen rozpaczy, dostać się usiłował, jak żeśmy go niedawno widzieli przybywającego. Następstwa takiego kroku uprzytomniły mu się żywo dopiero z napływem trzeźwiejszych myśli. A że ojciec się od tak dawna nie zjawiał, pozbawiając go jedynego możliwego pośrednictwa, nie wiedział przeto ani co począć, ani jak się ratować.

Jakżeż więc był zdziwiony i zdumiony, gdy mu wręczono list od jego pułkownika, którego pieczęć dobrze znaną łamał z ociąganiem się i bojaźnią, ale który po słowach najprzyjaźniejszych tym kończył, że urlop, Flaviowi udzielony, przedłuża się jeszcze na miesiąc.

Jakkolwiek niewytłumaczalna wydała się ta łaska, bądź co bądź, oswobodzony przez nią został od brzemienia, które dotkliwiej zaczęło uciskać jego umysł, niż nawet miłość odrzucona. Odczuł teraz w całości szczęście, że jest tak dobrze podejmowany u swoich kochanych krewnych. Mógł się radować obecnością Hilarii i niebawem wrócił do wszystkich swoich przymiotów, które zarówno dla pięknej wdówki, jak jej otoczenia uczyniły go na czas jakiś niezbędnym i tylko wskutek nagłego żądania jej ręki przyciemniły się na zawsze.

W takim usposobieniu można było oczekiwać przybycia ojca spokojnie. Przy tym zjawiska natury, zaszłe wtedy, pobudziły ich do czynnego trybu życia. Ustawiczna słota, co ich dotychczas zatrzymywała w zamku, rozlewając się w wielkiej masie, napełniła wszędzie jedną rzekę po drugiej. Tamy zostały zerwane, a okolica podzamkowa rozciągała się jak błyszczące jezioro, z którego wioski, folwarki, większe i mniejsze posiadłości, położone wprawdzie na wzgórzach, wyglądały przecież jak wysepki.

Na takie rzadkie, co prawda, lecz dopuszczalne wypadki miano się już w pogotowiu. Gospodyni rozkazywała, a słudzy wykonywali. Po udzieleniu pierwszej, najogólniejszej pomocy pieczono chleb, zarzynano woły, łodzie rybackie pływały w tę i ową stronę, rozwożąc na wszystkie krańce posiłek i zaopatrzenie. Wszystko się składało jak najlepiej. Dary uprzejmie udzielone przyjmowano radośnie i wdzięcznie. W jednej tylko miejscowości nie chciano zaufać zarządowi gminnemu co do rozdziału zapasów — Flavio wziął tę sprawę na siebie i dobrze wypakowaną łodzią dojechał śpiesznie i szczęśliwie do tego miejsca. Sprawa prosta, traktowana po prostu, udała się jak najlepiej. Nadto wywiązał się nasz młodzieniec, dalej jadąc, z polecenia danego mu przez Hilarię przy rozstaniu. Właśnie na czas tych dni nieszczęsnych przypadł połóg kobiety, którą się piękne dziecko szczególniej interesowało. Flavio znalazł położnicę i przywiózł do domu podziękowanie ogólne i to szczególne. Przy tym nie mogło się obejść bez różnych opowiadań. Chociaż nikt nie zginął, wiele atoli miano do powiedzenia o cudownych ocaleniach, o dziwacznych, żartobliwych, nawet śmiesznych wypadkach. Niejedno położenie, wyciśnięte biedą, opisywano zajmująco. Dość, że Hilaria poczuła nagle niepokonane pragnienie przedsięwzięcia również wycieczki, by położnicę pozdrowić, obdarować i przeżyć kilka pogodnych godzin.