— Przyprowadzę sanki, tam poniżej przejeżdżają jakieś. Mam nadzieję, że nic złego sobie nie zrobiła. Tu, przy tych trzech wysokich olchach odnajdę was znowu! — tak mówił ojciec i oddalił się już znacznie.

Hilaria przysunęła się do młodzieńca.

— Uciekajmy — zawołała — ja tego nie zniosę.

Puściła się gwałtownie w stronę przeciwległą zamkowi, tak że Flavio ledwie z wysiłkiem zdołał ją dogonić. Przemówił do niej słowy najprzyjaźniejszymi.

Niepodobna odmalować stanu duszy tych trojga zbłąkanych, oszołomionych w nocy, na gładkiej powierzchni przy blasku księżyca. Dość, że późno dotarli do zamku. Młoda para oddzielnie, nie śmiejąc się dotknąć, nie śmiejąc się zbliżyć, ojciec z pustymi saniami, które na próżno oprowadzał, śpiesząc w dal i wszerz z pomocą. Muzyka i taniec już się rozpoczęły. Hilaria, pod pretekstem bolesnych następstw nieszczęsnego upadku, skryła się w swoim pokoju. Flavio bardzo chętnie pozostawił przewodniczenie tańcom i ich prowadzenie kilku młodym towarzyszom, którzy się już tym zajęli pod jego nieobecność. Major się nie ukazał i uznał to za dziwne, chociaż nie niespodziewane, że zastał swój pokój jakby zamieszkanym, a własne swoje ubranie, bieliznę i przybory rozłożone wkoło, tylko nie tak porządnie, jak on był przywykł je widzieć. Pani domu z przystojnym przymusem spełniała obowiązki swoje. A jakże była rada, kiedy wszyscy goście, należycie rozmieszczeni, dali jej wreszcie możność porozumienia się z bratem. Zrobiła to rychło, ale trzeba było czasu, by z zadziwienia ochłonąć, rzeczy niespodziewane zrozumieć, wątpliwości usunąć, troskę ukoić — o rozwiązaniu węzła, o oswobodzeniu ducha nie można było myśleć na razie.

Czytelnicy nasi zrozumieją, że od tego momentu w wykładzie historii naszej nie możemy już malować, lecz tylko opowiadać i rozważać, jeśli chcemy wniknąć w stany duszy, od których teraz wszystko zależy, i uprzytomnić je sobie.

Zawiadamiamy tedy najprzód, że major od chwili, kiedyśmy go z oczu stracili, cały czas bez przerwy poświęcał się owej sprawie rodzinnej, w której — jakkolwiek przedstawiała się tak pięknie i prosto — napotkał w szczegółach niektórych niespodziewane przeszkody. Toż to w ogóle nie jest tak łatwo zastarzały, a zawikłany stan rzeczy rozwikłać i liczne, splątane nici na kłębek nawinąć. A że z tego powodu często zmieniać musiał miejsca, by w różnych urzędach i u różnych osób interes popierać, listy siostry dostawały się do niego z wolna i nieregularnie. O zabłąkaniu się syna i jego chorobie dowiedział się najprzód, potem posłyszał o urlopie, którego nie pojmował. Że skłonność Hilarii znajdowała się w punkcie zwrotnym, pozostało dla niego tajemnicą, bo jakże siostra mogła o tym zawiadomić!

Na wieść o powodzi przyśpieszył podróż. Przybył atoli dopiero po nadejściu mrozu w pobliże pól lodowych, nabył łyżwy. Posłał parobków i konie drogą okolną130 do zamku, a sam w szybkim biegu tamże się kierując, trafił — z dala już spostrzegając oświetlone okna, wśród nocy jasnej jak dzień — na widok wielce niepocieszający i wpadł w zamęt wewnętrzny najbardziej nieprzyjemny.

Przejście od prawdy wewnętrznej do zewnętrznej rzeczywistości jest — jako przeciwieństwo — zawsze bolesne. A miałożby kochanie i trwanie nie mieć takichże praw, jak rozstawanie się i unikanie? A przecież, jeśli się jedno odrywa od drugiego, powstaje w duszy olbrzymia przepaść, w której niemało już serc poginęło. Ba, urojenie, dopóki trwa, ma za sobą niepokonaną prawdziwość, a tylko męskie, dzielne umysły bywają podnoszone i umacniane przez poznanie błędu. Odkrycie takie wynosi je ponad nie same, stają się wyższe od siebie i ponieważ dawna droga już jest zamknięta, oglądają się szybko za nową, aby nią się puścić zaraz, żwawo i odważnie. Niezliczone są kłopoty, w jakie się widzi wtrącony człowiek w chwilach takich; niezliczone środki, jakie umie odkryć wynalazcza natura w zakresie sił własnych — a jeżeli te nie wystarczają, wskazać je przyjaźnie poza swoim obrębem.

Na szczęście jednak major był w głębi duszy przez półświadomość, bez woli i przyczynienia się własnego, już przygotowany na taki wypadek. Odkąd się rozstał ze swym kosmetycznym kamerdynerem, odkąd się oddał znowu swemu naturalnemu trybowi życia, zaniechawszy pretensji co do zewnętrznego wyglądu, poczuł w pewnej mierze uszczuplenie we właściwym swym cielesnym dobrobycie. Poczuł nieprzyjemność przejścia od roli pierwszego kochanka do roli czułego ojca. A przecież ta druga coraz to bardziej mu się narzucała. Troska o los Hilarii i swoich najbliższych wydobywała się w myślach jego wciąż naprzód, tak że uczucie miłości, upodobania, pożądania czegoś dla siebie, rozwijało się dopiero potem. A kiedy wyobrażał sobie Hilarię w objęciach swoich, to więcej pragnął szczęścia, jakie jej miał stworzyć, aniżeli rozkoszy jej posiadania. Co więcej, jeśli chciał w czystości radować się jej wspomnieniem, to musiał przede wszystkim uprzytomnić sobie jej niebiańsko wypowiedzianą skłonność; musiał przywołać na pamięć ową chwilę, kiedy mu się poświęciła w sposób tak niespodziewany.