A teraz, kiedy wśród jasnej nocy ujrzał przed sobą odosobnioną młodą parę, usunięcie się na lód najukochańszej, podtrzymanie przez młodzieńca, niezważanie na przyrzeczony przezeń powrót z pomocą, nieoczekiwanie na dokładnie oznaczonym miejscu, zniknięcie w ciemności i pozostawienie go w stanie najposępniejszym... Kto by to wszystko poczuł i nie pogrążył się w rozpaczy?
Rodzina, przyzwyczajona do zjednoczenia, spodziewająca się jeszcze większej łączności, teraz w przerażeniu trzymała się od siebie z dala. Hilaria uparcie siedziała w swoim pokoju. Major zebrał siły, by się o poprzednich wypadkach od syna dowiedzieć. Nieszczęście spowodowane zostało niewieścim przestępstwem pięknej wdowy. Ażeby swego namiętnego dotychczas wielbiciela, Flavia, nie oddać innej, bardzo miłej osobie, która chętkę nań zdradziła, wdowa darzy go pozorną łaską więcej, niż należy. Tym podniecony i ośmielony, stara się on zdążyć gwałtownie do zamierzonego celu — aż do zuchwalstwa, skąd rodzi się naprzód niechęć i zwada, a potem stanowcze zerwanie kładzie nieodwołalnie koniec całemu stosunkowi.
Dobroci ojcowskiej nie pozostaje nic innego, jak boleć nad błędami dzieci, mającymi złe następstwa, i jeżeli da się, naprawić je. Jeżeli mijają w sposób nie tak szkodliwy, jak się obawiano — przebaczyć i zapomnieć. Po niejakim namyśle i rozmowie odjechał tedy Flavio do dóbr przejętych, by tam w zastępstwie ojca coś niecoś dokonać. Miał tam zabawić aż do upływu urlopu, a potem wejść na powrót do pułku, który tymczasem przeniesiono do innego garnizonu.
Kilka dni zajmował się major otwieraniem listów i paczek, które się nagromadziły u siostry podczas dłuższej jego nieobecności. Między innymi znalazł także pismo owego kosmetycznego przyjaciela, dobrze zakonserwowanego aktora. Ten, zawiadomiony przez odprawionego kamerdynera o stanie majora i o zamiarze ożenienia się, w wesołym tonie rozwijał skrupuły, jakie wobec takiego przedsięwzięcia należałoby mieć przed oczyma. Traktował tę sprawę po swojemu i dawał do zrozumienia, że dla mężczyzny w pewnych latach najbezpieczniejszym środkiem kosmetycznym jest trzymanie się z dala od płci pięknej i używanie chwalebnej, wygodnej wolności. Otóż major pokazał siostrze papier z uśmiechem, wskazując żartem wprawdzie, ale dość serio, ważność treści. Przyszedł mu też równocześnie na myśl wiersz pewien, którego rytmicznej formy nie mamy na podorędziu, ale którego zawartość odznaczała się ładnymi porównaniami i powabnym zwrotem:
„Późny księżyc, nocą przystojnie jeszcze świecący, blednie wobec wschodzącego słońca. Mrzonka miłości podeszłego wieku znika wobec namiętnej młodości. Sosna, która w zimie wydaje się świeża i silna, na wiosnę wygląda na sczerniałą i spełzłą obok jasno zieleniejącej brzozy”.
Nie myślimy tu wszelako wysławiać wyłącznie ani filozofii, ani poezji, jako stanowczych pomocnic ku stanowczemu postanowieniu. Bo jak małe zdarzenie może mieć bardzo ważne skutki, tak też rozstrzyga ono częstokroć, kędy są chwiejne usposobienia, nachylając wagę ku tej lub owej stronie. Majorowi wypadł był niedawno ząb przedni, a obawiał się postradać i drugi. O wstawieniu sztucznego niepodobna było myśleć w jego obecnym nastroju, a z takim brakiem starać się o młodą kochankę zaczęło mu się wydawać czymś bardzo upokarzającym — teraz zwłaszcza, kiedy się wraz z nią pod jednym dachem znajdował. Dawniej albo później zdarzenie takie mało by może miało wpływu. W tej atoli chwili właśnie taki wypadek dla każdego człowieka, przywykłego do zupełności zdrowia, musiałby podziałać jako niesłychana przeciwność. Wydaje mu się, jakby się usuwał przyczółkowy kamień jego istoty organicznej, a reszta sklepienia groziła stopniowym zawaleniem się.
Jakkolwiek bądź, major rozmówił się dość rychło z siostrą rozważnie i rozumnie w tej sprawie na pozór tak zawikłanej. Oboje musieli wyznać, że właściwie trafili — lubo manowcem — do celu. Do tego celu, od którego przypadkowo, wskutek zewnętrznej pobudki, omamieni urojeniem niedoświadczonego dziecka, oddalili się nieoględnie. Poczytywali za rzecz najbardziej naturalną wytrwać na tej drodze, zabrać się do połączenia obojga dzieci i obdarzyć je potem wytrwale i bez przerwy wszelką rodzicielską troskliwością, do czego środki umieli zgromadzić.
W zupełnym porozumieniu z bratem poszła baronowa do pokoju Hilarii. Siedziała ona przy fortepianie, śpiewając przy własnym akompaniamencie i jakby zapraszając pogodnym spojrzeniem i ukłonem wchodzącą z powitaniem do słuchania. Pieśń ta, miła i uspokajająca, wypowiadała nastrój śpiewaczki, nad który lepszego życzyć sobie nie było można. Ukończywszy ją, powstała i zanim starsza, rozważna kobieta rozpocząć mogła swoją przemowę, zaczęła w te słowa:
— Najdroższa matko! Bardzo dobrze się stało, żeśmy o najważniejszej sprawie milczały tak długo. Dziękuję ci, żeś dotąd struny tej nie dotknęła, ale teraz już czas porozumieć się, jeżeli łaska. Jak sobie mamy rzecz tę wystawić?
Baronowa, niezmiernie ucieszona spokojem i łagodnością, jaką w swej córce znalazła, zaczęła zaraz roztropnie przedstawiać historię czasu minionego, osobistość swego brata i jego zalety. Zgodziła się na to, że jedyny mężczyzna wartościowy, który tak dobrze był znany młodej dziewczynie, musiał koniecznie wywrzeć wrażenie na sercu wolnym, i że z tego wrażenia — zamiast dziecięcej czci i zaufania — mogła się rozwinąć skłonność, objawiająca się jako miłość, jako namiętność.