Hilaria przysłuchiwała się uważnie i dawała potakującymi minami i znakami poznać całkowitą swą zgodę. Matka przeszła do syna, a córka opuściła długie swe rzęsy. A choć mówczyni nie znajdowała tak świetnych argumentów za młodszym, jakie umiała przytoczyć na rzecz ojca, to się głównie trzymała podobieństwa obu — tej wyższości, jaką daje młodość synowi, który wybrany na towarzysza życia w wieku doskonale do małżeństwa stosownym, obiecywał, naturalnie, z czasem zupełne urzeczywistnienie istoty ojcowskiej. I tu zdawała się Hilaria być jednakiego zdania, lubo poważniejsze cokolwiek spojrzenie i oczy niekiedy w dół patrzące zdradzały pewne wzruszenie, wielce w tym wypadku naturalne. Potem mowa skierowała się na pomyślne, w pewnej mierze nakazujące okoliczności zewnętrzne. Układ zawarty, piękny zysk na czas obecny, widoki rozciągające się na różne strony — wszystko zupełnie zgodnie z prawdą wystawione było przed oczami. A w końcu nie mogło zbraknąć i napomknień, jak to i Hilaria sama pamiętać musi, że wprzódy zaślubiona była, choć niby żartem tylko, dorastającemu z nią razem kuzynowi.
Z tego wszystkiego, co powiedziała poprzednio, wyciągnęła matka nasuwający się sam przez się wniosek, że za jej i wuja zezwoleniem może bez zwłoki nastąpić związek młodej pary.
Hilaria, patrząc i mówiąc spokojnie, odrzekła na to, że wniosku tego nie może natychmiast uznać za słuszny i przytoczyła pięknie i powabnie przeciw niemu to, co serce delikatne z pewnością wraz z nią jednako odczuje, ale czego my słowami wyrazić się nie podejmujemy.
Ludzie rozumni, kiedy wymyślą coś rozsądnego ku uchyleniu tego czy owego kłopotu, ku osiągnięciu tego lub owego celu, i kiedy już rozjaśnili i uporządkowali wszystkie możliwe za tym argumenty, czują się niezmiernie przykro dotknięci, jeśli ci, którzy by dla własnego szczęścia współdziałać powinni, okazują zupełnie inne nastawienie i opierają się z powodów, spoczywających głęboko w sercu, temu, co jest zarówno chwalebne, jak konieczne. Wymieniano słowa, nie przekonując się nawzajem. Głos roztropności nie zdołał przedrzeć się do uczucia, głos uczucia nie chciał się poddać pojęciu pożytku i konieczności. Rozmowa zaogniała się. Ostrze rozumu uderzyło w zranione już serce, które nie z umiarkowaniem, ale namiętnie stan swój poznać dawało, tak że w końcu matka, zdziwiona podniosłością i godnością młodej dziewczyny, sama się cofnęła, kiedy ta z energią i poczuciem prawdy wskazała niestosowność, a nawet zbrodniczość takiego związku.
Z jakim zmieszaniem wróciła baronowa do brata, łatwo sobie wyobrazić. A może nawet, lubo niedokładnie, odczuć można to, co czuł major, który, pogłaskany w głębi duszy tą stanowczą odmową, stał przed siostrą, wprawdzie bez nadziei, ale pocieszony, widząc się oswobodzonym od owego zawstydzenia i pogodzonym wewnętrznie z wypadkiem, który stał się dla niego najdrażliwszą sprawą honorową. W tej chwili ukrył on stan swój przed siostrą i przesłonił swoje bolesne zadowolenie bardzo naturalnym w tym przypadku zdaniem, że nie należy działać zbyt pośpiesznie, lecz pozostawić czas dobremu dziecku, by na drogę otwartą, która odtąd rozumiała się w pewnej mierze sama przez się, weszło dobrowolnie.
Ledwie atoli żądać możemy od czytelników naszych, by z tych wstrząsających stanów wewnętrznych przenieśli się w warunki zewnętrzne, od których jednakże tak wiele teraz zależało. Kiedy baronowa pozostawiła córce wszelką swobodę przyjemnego spędzania dni w towarzystwie muzyki i śpiewu, rysunku i haftu, a nadto rozrywania siebie i matki czytaniem cichym i głośnym, major zajmował się wobec nadchodzącej wiosny uporządkowaniem spraw rodzinnych. Syn zaś, który się w następstwie widział bogatym właścicielem ziemskim i szczęśliwym, o czym wątpić nie mógł, małżonkiem Hilarii, teraz dopiero poczuł wojacką żądzę sławy i odznaczenia, kiedy miała wybuchnąć grożąca wojna. I tak, wśród chwilowego uspokojenia, poczytywano niemal za rzecz pewną, że zagadka ta, która, jak się zdawało, zawisła już tylko na pewnym skrupule, niebawem się wyjaśni i rozwiąże.
Niekiedy jednak w tym pozornym spokoju nie można było znaleźć ukojenia. Baronowa oczekiwała dzień w dzień, ale na próżno, zmiany w myślach córki, która skromnie wprawdzie i rzadko, ale, bądź co bądź, przy danej pobudce, niewątpliwie dawała do zrozumienia, że trwa w swym przekonaniu tak silnie, jak ktoś, komu prawda w duszy się objawiła — mniejsza o to, czy zgodnie ze światem otaczającym czy nie. Major czuł się rozdwojony. Czułby się na zawsze dotknięty, gdyby się Hilaria zdecydowała rzeczywiście na syna. Ale gdyby się na niego samego zdecydowała, to nabrał przekonania, iżby musiał ręki jej odmówić.
Żałujmy zacnego męża, nad którym te troski, te męki unosiły się nieustannie jak mgła ruchoma — już to jako plan dalszy, z zarysowującymi się na nim rzeczywistościami i zatrudnieniami dnia bieżącego, już to jako coś pierwszorzędnego, zakrywającego całą obecność. Taka to chwiejność i niepewność poruszała się przed oczyma jego ducha. A choć wyzywający dzień zmuszał go do żwawej, skutecznej działalności, to tak bywało jak wśród nocnego budzenia się, kiedy wszystkie przeciwności, upostaciowione i wciąż postać zmieniające, w najbardziej niepożądanym kółku przewracały się w jego wnętrzu. Ta wiecznie wracająca, nieunikniona sprawa wprawiła go w stan taki, żebyśmy go nazwać mogli prawie rozpaczą, gdyż zajęcie i działanie, które skądinąd w podobnych położeniach okazywały się najlepszymi środkami zbawczymi, tu działały zaledwie łagodząco, lecz bynajmniej nie kojąco.
W takim położeniu otrzymał przyjaciel nasz list nieznanej ręki z zaproszeniem na pocztę do pobliskiego miasteczka, gdzie pragnął usilnie z nim pomówić jakiś śpieszący się przejezdny. Przyzwyczajony wobec różnorodnych stosunków swoich — zarówno związanych z interesami, jak światowych — do podobnych rzeczy, nie zaniedbał tej okoliczności, zwłaszcza, że swobodne, pośpieszne pismo coś mu przypominać się zdawało. Spokojny i pewny siebie po swojemu, udał się na wyznaczone miejsce, gdzie w znanej, prawie wieśniaczej izbie na piętrze spotkała go piękna wdówka — piękniejsza i powabniejsza, niż kiedy ją opuszczał. Czy to, że wyobraźnia nasza nie jest zdolna do zatrzymania w sobie najwyższej doskonałości i uprzytomnienia jej sobie potem w całej pełni czy też wzruszenie dodało jej rzeczywiście więcej wdzięku. Dość, że major potrzebował mocy podwójnej, by swe zdziwienie i zmieszanie pokryć pozorem najzwyklejszej grzeczności. Powitał ją uprzejmie z chłodem zakłopotania.
— Nie tak, mój najdroższy! — zawołała wdowa — nie potom wcale zawezwała pana między te pobielone ściany, w to otoczenie w najwyższym stopniu nieszlachetne. Takie proste sprzęty nie wymagają dworskiej rozmowy. Oswabadzam pierś swoją od ciężkiego brzemienia, powiadając, wyznając, żem w domu pańskim wiele złego narobiła.