Major cofnął się zdumiony.

— Wiem wszystko — mówiła dalej — nie potrzebujemy się informować. Pana i Hilarii, Hilarii i Flavia, pańskiej dobrej siostry, was wszystkich żałuję.

Mowa jej jakby rwała się, wspaniałe rzęsy nie mogły powstrzymać wydobywających się łez, policzki zarumieniły się — piękniejsza była niż kiedykolwiek. W najstraszniejszym zamęcie stał przed nią szlachetny człowiek. Przenikało go jakieś nieznane wzruszenie.

— Usiądźmy — rzekła najmilsza ta istota, oczy ocierając. — Przebacz mi pan, użal się pan nade mną! Widzisz, jak zostałam ukarana.

Znowu przytknęła haftowaną chusteczkę do oczu, ukrywając poza nią, jak gorzko płakała.

— Racz mnie oświecić, pani łaskawa! — rzekł major pośpiesznie.

— Nie ma tu łaskawej! — odparła, niebiańsko się uśmiechając. — Nazywaj mnie pan swoją przyjaciółką, nie masz pan wierniejszej. A więc, mój przyjacielu, wiem wszystko, znam dokładnie położenie całej rodziny, wtajemniczyłam się we wszystkie nastroje i cierpienia.

— Co mogło panią powiadomić aż do tego stopnia?

— Wyznania osobiste. Ta ręka nie będzie obca panu.

Pokazała mu kilka otwartych listów.