— Za duże to wymaganie — odparł Jarno. Toż i ze sobą nie zawsze się tak mówi, jak się myśli, a obowiązkiem jest to tylko mówić innym, co inni zrozumieć mogą. Człowiek to jedynie pojmuje, co dla niego jest stosowne. Zatrzymać dzieci w chwili obecnej, przekazać im nazwę, określenie, to rzecz najlepsza, jaką zrobić można. I bez tego dość wcześnie pytają o przyczyny.
— Nie ma się co im dziwić — odparł Wilhelm. — Różnorodność przedmiotów wprawia każdego w zamęt. I jest dogodniej, zamiast ją rozwikływać, zapytać co prędzej, skąd i dokąd.
— A jednak — rzekł Jarno — ponieważ dzieci widzą przedmioty powierzchownie tylko, można z nimi o stawaniu się i o celu rozmawiać jedynie powierzchownie.
— Większa część ludzi — odpowiedział Wilhelm — przez całe życie pozostaje w tej sytuacji i nie dochodzą oni do tego wspaniałego etapu, kiedy rzecz zrozumiała wydaje się nam pospolita i głupia.
— Można go zapewne nazwać wspaniałym — odparł Jarno — gdyż jest stanem pośrednim między zwątpieniem i ubóstwieniem.
— Pozostańmy przy chłopcu — rzekł Wilhelm — który mnie przede wszystkim obchodzi. Nabrał zamiłowania do kamieni, odkąd jesteśmy w podróży. Czy nie możesz mnie nauczyć tyle, żebym mógł mu wystarczyć, na czas jakiś przynajmniej?
— To nie uchodzi — odparł Jarno. — W każdym nowym zakresie potrzeba zaczynać jak dziecko, zająć się namiętnie jakąś sprawą, radować się najpierw łupiną, dopóki się nie poszczęści dostać do jądra.
— To powiedz mi — odparł Wilhelm — jak doszedłeś do tych wiadomości i poglądów? Boć przecież nie tak to dawno, jak żeśmy się rozstali...
— Mój przyjacielu — odrzekł Jarno — musieliśmy zrezygnować, jeżeli nie na zawsze, to na czas długi. Pierwszą rzeczą, jaka wśród takich okoliczności przychodzi na myśl dzielnemu człowiekowi, jest rozpocząć życie nowe. Nowe przedmioty nie wystarczają mu; nadadzą się one jedynie do rozerwania myśli. Wymaga on nowej całości i staje zaraz w jej środku.
— Ale po cóż zaraz — przerwał mu Wilhelm — to wszech dziwactwo, ta najbardziej samotna ze wszystkich skłonności?