Wilhelm słuchał tego cierpliwie, ale z połowicznym jedynie przekonaniem — być może z pewną przykrością, bo człowiek tak dziwnie jest usposobiony, iż o nicości jakiegoś ukochanego przedmiotu może się wprawdzie dać przekonać, odwrócić się od niego, a nawet go przekląć, ale nie chce, żeby go ktoś inny w ten sam sposób traktował. I może duch sprzeciwu, mieszkający we wszystkich ludziach, nigdy żywiej i dzielniej się nie budzi, jak w podobnym wypadku.
Toż i redaktor tych arkuszy sam tu wyznać musi, że z niejakim wstrętem przepuszcza ten dziwaczny ustęp. Czyż i on różnymi sposobami nie poświęcił teatrowi więcej życia i sił, niż należało? I czyżby go można przekonać, że był to błąd nie do darowania, mozół bezowocny?
Ale nie mamy czasu oddawać się tu smętnie takim wspomnieniom i wznowionym uczuciom, przyjaciel nasz bowiem widzi się mile zadziwionym, gdy znowu staje przed nim jeden z Trzech — i to szczególnie upodobany. Uprzedzająca łagodność, zapowiadająca najczystszy spokój duszy, oddziałała nadzwyczaj orzeźwiająco. Z zaufaniem mógł wędrowiec się zbliżyć i poczuł odwzajemnienie ufności.
Wtedy się dowiedział, że Najstarszy znajduje się obecnie przy świątyniach, że tam napomina, naucza, błogosławi, gdy tymczasem Trzech się rozdzieliło, by zwiedzić wszystkie dzielnice i po zasięgnięciu najgłębszych wiadomości i porozumieniu się z niższymi dozorcami wszędzie dalej przekazać, co było zaprowadzone, ugruntować nowe postanowienia i tym sposobem spełnić sumiennie swą wysoką powinność.
Ten właśnie wyborny mąż dał mu ogólniejszy pogląd na ich stosunki wewnętrzne i związki zewnętrzne, oraz zaznajomił z wzajemnym na siebie oddziaływaniem wszystkich, przeróżnych, dzielnic. Wyjaśniło się również, jak to wychowanek może być przenoszony, po dłuższym lub krótszym czasie, z jednej dzielnicy do drugiej. Dość, że wszystko doskonale się zgadzało z tym, czego się dowiedział do tej pory. A równocześnie charakterystyka jego syna sprawiła mu wielką przyjemność, plan zaś, wedle którego dalej go wieść chciano, pozyskał sobie zupełne jego uznanie.
Rozdział dziewiąty
Wilhelm został następnie zaproszony przez pomocnika i dozorcę na święto górskie, które zaraz miało być obchodzone. Z trudem wdarli się na górę. Wilhelmowi zdawało się nawet, że wieczorem przewodnik zwolnił kroku, jak gdyby ciemność nie miała daleko więcej jeszcze postawić przeszkód na ich ścieżce. Ale gdy ich otoczyła noc głęboka, wyjaśniła się ta zagadka. Z wielu wąwozów i dolin ujrzał przebłyskujące migotliwie światełka, które się wydłużały w linie i przemykały na gór szczyty. O wiele milsze niż wybuchający wulkan, który całym okolicom grozi zagładą swoim pryskającym hukiem, ukazało się to zjawisko, a przecież powoli rozpalało się ono coraz potężniej, szerzej i w większym skupieniu — iskrzyło się jak potok gwiaździsty, łagodnie wprawdzie i miło, ale śmiało się rozciągając nad całą okolicą.
Towarzysz podróży, nacieszywszy się czas jakiś zdziwieniem gościa — istotnie bowiem mogli się wzajem dobrze oglądać, twarze ich i postacie oświetlone były światłem z dali, jak i ich droga — zaczął tak mówić:
— Widzicie tu zaiste cudne zjawisko, światełka te, które dniem i nocą przez cały rok świecą i działają pod ziemią, sprzyjając rozwojowi ukrytych, zaledwie dosięgalnych skarbów ziemskich, obecnie wytryskują i wypływają ze swych pieczar i rozweselają noc szczerą. Chyba nigdy nie dostrzeżono tak rozkosznego skupienia wojsk, gdzie najpożyteczniejsze, pod ziemią rozproszone, oczom niedostępne zatrudnienie ukazuje się nam w całej pełni i uwidocznia wielkie, tajemne stowarzyszenie.
Wśród takich słów i spostrzeżeń dostali się do miejsc, gdzie strumienie ogniste rozlały się w jezioro płomienne wkoło pięknie oświetlonej wyspy. Wędrowiec stał tedy w kole oślepiającym, gdzie migotliwe, tysiączne światła wobec ustawionych w czarną ścianę nosicieli tworzyły kontrast pełen grozy. Niebawem zabrzmiała wielce pogodna muzyka do dzielnych śpiewów. Wydrążone skał ogromy, jakby machiną poruszone, rozstąpiły się i odkryły wkrótce oku rozweselonego widza błyszczące wnętrze. Przedstawienia mimiczne i co tylko chwilę taką dla tłumu rozjaśnić może złączyły się ze sobą, aby wesołą uwagę natężyć i zarazem zaspokoić.