— Jesteś z tego rodzaju ludzi — mówił on — co się łatwo przyzwyczajają do miejsca, ale niełatwo do jakiegoś zajęcia. Wszystkim takim przepisuje się życie wędrowne, w nadziei, że może dojdą do jakiegoś trwałego trybu życia. Jeżeli na serio chcesz się poświęcić najbardziej boskiemu ze wszystkich zatrudnień, by leczyć bez cudów i czynić cuda bez słów, to się za tobą wstawię.
Tak mówił porywczo, dodając te wszystkie potężne argumenty, jakie tylko wymowa jego przytoczyć potrafiła.
*
Na tym skłonny jestem zakończyć. Niebawem wszakże dowiesz się szczegółowo, jak żem skorzystał z pozwolenia zatrzymywania się dłużej w pewnych miejscach, jak żem zdołał rychło przystosować się do zajęcia, do którego zawsze czułem ciche upodobanie, i jak żem się w nim wykształcił. Dość, że w tym wielkim przedsięwzięciu, do którego się zabieracie, zjawię się jako pożyteczny, jako niezbędny członek społeczeństwa i z niejaką pewnością siebie wejdę na drogi wasze, a także z niejaką dumą — bo to duma szlachetna być was godnym”.
Księga III
Rozdział pierwszy
Po tym wszystkim i co stąd wyniknąć miało, pierwszym usiłowaniem Wilhelma było zbliżyć się znowu do związkowych i spotkać się gdziekolwiek z którym bądź ich oddziałem. Zajrzał tedy do swej tabliczki i udał się w drogę, która go prędzej niż inne obiecywała doprowadzić do celu. Ponieważ, chcąc dojść do najodpowiedniejszego punktu, musiał iść w poprzek kraju, widział się więc zmuszonym do odbywania podróży pieszo, każąc rzeczy swoje nieść za sobą. Za tę pieszą wędrówkę atoli spotykała go na każdym kroku obfita nagroda, napotykał bowiem niespodziewanie okolice jak najmilsze. Były one tego rodzaju, jakie tworzy ostatnie pasmo gór, ciągnące się ku dolinie: krzakami porosłe wzgórza, łagodne stoki zużytkowane gospodarczo, wszystkie równiny zielone, nigdzie nic stromego, nieurodzajnego i niezaoranego. Dostał się potem do doliny głównej, do której spływały potoki ze stron różnych; była ona starannie uprawiona, miła do oglądania. Smukłe drzewa odznaczały załomy przepływającej rzeki i wpadających do niej strumieni. A kiedy wziął do ręki kartę, swą przewodniczkę, ze zdziwieniem zobaczył, że linia nakreślona przerzynała właśnie tę dolinę — zatem znajdował się przynajmniej na dobrej drodze.
Ukazał się stary, dobrze zachowany, w różnych czasach odnawiany zamek na wzgórzu krzewami porosłym, u stóp którego rozciągało się ładne miasteczko ze stojącą na czele, wpadającą w oczy gospodą. Ku niej się skierował i przyjęty został mile przez gospodarza, który prosił o wybaczenie, że go podejmować nie może bez zezwolenia pewnego towarzystwa, co wynajęło na czas jakiś całą gospodę — dlatego musi on odprawiać wszystkich gości do starszej oberży, leżącej dalej ku górze. Po krótkiej rozmowie zdawał się człowiek ten namyślać, mówiąc:
— Wprawdzie nie ma teraz nikogo w domu, ale to właśnie sobota i niebawem przyjdzie pewnie włodarz, który co tydzień reguluje rachunki i czyni zamówienia na czas dalszy. Zaiste, śliczny jest porządek u tych ludzi i przyjemnie z nimi mieć stosunki, chociaż są wymagający, bo nie ma się co prawda wielkiego zysku, ale jest on pewny.
Prosił tedy nowego gościa, żeby w dużym na górze przedsionku się zatrzymał i czekał na to, co dalej nastąpić miało.