Tu wchodząc, znalazł się Wilhelm w obszernej, czysto utrzymanej przestrzeni — zupełnie pustej, prócz ławek i stołów. Tym bardziej zdziwił się, ujrzawszy dużą tablicę umieszczoną nad drzwiami, mieszczącą te słowa, złotymi literami wypisane po łacinie: „Ubi homines sunt, modi sunt”, co by się w ten sposób przetłumaczyć dało: „Gdzie się ludzie w towarzystwa zbierają, wyrabia się zaraz tryb i sposób, w jaki oni ze sobą żyć i przestawać powinni”. Zdanie to dało wędrowcowi naszemu do myślenia. Zrozumiał je jako dobrą wróżbę, znajdując potwierdzenie tego, co nieraz w życiu swoim uznawał za rozumne i korzystne.
Niedługo potem ukazał się włodarz, który, uprzedzony przez gospodarza. Po krótkiej rozmowie, nie badając szczegółowo, przyjął Wilhelma pod następującymi warunkami: ma pozostać dni trzy, we wszystkim, co zajdzie, brać spokojnie udział i cokolwiek się stanie, nie pytać o przyczynę, tak samo jak o koszta przy pożegnaniu. Podróżny musiał na to przystać, gdyż pełnomocnik nie mógł ustąpić w żadnym punkcie.
Włodarz miał się właśnie oddalić, gdy się rozległ śpiew na schodach. Nadeszło dwóch hożych, śpiewających młodzieńców, którym tamten dał za pomocą prostego znaku do zrozumienia, że gość został przyjęty. Nie przerywając swego śpiewu, przywitali go przyjaźnie i śliczny duet utworzyli. Bardzo łatwo było zauważyć, że się doskonale wyćwiczyli i byli mistrzami w swej sztuce. Gdy Wilhelm okazywał wielce uważny współudział, zakończyli, pytając, czy też w jego pieszych podróżach nie przyszła mu kiedy na myśl jakaś piosenka, którą by sobie nucił.
— Natura — odrzekł Wilhelm — odmówiła mi wprawdzie pięknego głosu, ale w duszy zdaje mi się, że nieraz jakiś tajemniczy geniusz szepce mi coś rytmicznego, tak że chodząc, poruszam się zawsze według taktu i słyszę niby ciche tony, towarzyszące jakiej bądź pieśni, która mi się w ten lub inny sposób dobrze uprzytomni.
— Jeżeli sobie jakąś przypominacie, to spiszcie nam ją — rzekli tamci. — Zobaczymy, czy zdołamy towarzyszyć waszemu śpiewnemu demonowi.
Wyjął tedy z pugilaresu kartkę i dał im, co następuje:
Od gór szczytów ku nizinie,
Ku dolinom samym wzdłuż,
Coś jak skrzydeł szumy płynie,
Niby śpiew tam dźwięczy już;