K’temu tak wielkim jest świat.
Kiedy chór zaczął śpiew powtarzać, wstał Leonard, a z nim wszyscy. Skinienie jego wprawiło całe towarzystwo obiadowe w ruch śpiewny. Niżej siedzący, ze świętym Krzysztofem na czele, wyszli parami z sali, a rozpoczęty śpiew wędrowców stawał się coraz radośniejszy i swobodniejszy. Szczególnie bardzo dobrze wypadł, gdy towarzystwo, zebrane w ogrodach zamkowych tarasowo urządzonych, przyglądało się stąd rozległej dolinie, w pełni i wdzięku której z przyjemnością chciałoby się zatonąć. Kiedy tłum rozproszył się wedle upodobania w różne strony, zaznajomiono Wilhelma z trzecim przełożonym. Był to amtman, który zdołał ten hrabiowski zamek, leżący wśród licznych dóbr pańskich, oddać temu towarzystwu, dopóki by bawić tu zamierzało, i poczynić mu dużo dogodności. Ale zarazem potrafił, jako człowiek zręczny, zużytkować obecność tak rzadkich gości. Dawszy bowiem do rozporządzenia za tanie pieniądze zapasy swoje i umiejąc dostarczyć wszystkiego w ogóle, co było jeszcze wymagane na pożywienie i inne potrzeby, przy tej sposobności kazał przełożyć od dawna zaniedbane dachówki, wzmocnić zręby, odnowić mury, wyporządzić blanki i usunąć inne braki do tego stopnia, że od dawna zapuszczona, chyląca się do upadku posiadłość przekwitających rodzin nabyła wesołej powierzchowności mieszkania żyjących ludzi i złożyła świadectwo temu, iż życie stwarza życie, iż kto dla innych jest użyteczny, zmusza ich przynosić pożytek i dla niego.
Rozdział drugi
Hersylia do Wilhelma
„Stan mój przedstawia mi się jakby tragedia Alfierego149. Ponieważ nie mam zgoła powierników, musi się w końcu wszystko odbywać w monologach. A doprawdy, korespondencja z panem równa się zupełnie monologowi, gdyż odpowiedzi pańskie jak echo tylko powierzchownie chwytają nasze zgłoski, by je odbić jedynie. Czyż choćby raz odpowiedziałeś pan coś takiego, na co by można znowu odpowiedzieć? Listy pańskie odpierają tylko, zasłaniają cięcie! Kiedy się podnoszę, by pójść ku panu, wskazujesz mi pan na powrót krzesło.
Co poprzedziło, napisałam kilka dni temu. Teraz nasuwa się nowa pobudka i sposobność, by posłać to Leonardowi — tam zastanie to pana albo potrafi się do pana dostać. Gdziekolwiek zresztą dojdą pana słowa moje, ku temu dążą, że jeżeli po przeczytaniu tej kartki zaraz nie podskoczysz z siedzenia i nie zjawisz się u mnie jako pobożny wędrowiec, to nazwę pana najbardziej męskim ze wszystkich mężczyzn, tj. takim, któremu brak całkowicie najmilszego przymiotu płci naszej — rozumiem przez to ciekawość, która mnie właśnie w tej chwili dręczy najokropniej.
Krótko i węzłowato! Do pańskiej wspaniałej szkatułki znalazł się kluczyk, ale tego nikt wiedzieć nie powinien prócz mnie i pana. Jak on dostał się w moje ręce, niech pan posłucha!
Przed kilku dniami otrzymał pełnomocnik nasz pismo z obcego urzędu, w którym pytano, czy około tego a tego czasu nie zatrzymywał się w sąsiedztwie pewien chłopak, co spłatawszy niejednego figla, w końcu przypłacił zuchwałe przedsięwzięcie pozostawieniem swego kaftana.
Z opisu tego łotrzyka nie można było wątpić, że to ów Fitz, o którym Feliks tyle naopowiadał i którego sobie tak często życzył mieć znowu za towarzysza zabawy.
Otóż urząd ów prosił o wymienioną odzież, jeśli została zachowana, gdyż chłopiec, badaniu poddany, na nią się powoływał. O żądaniu tym opowiada nam pełnomocnik mimochodem i pokazuje kaftanik, zanim go odeśle.