— Zauważyłem — mówił mistrz dalej — z jak wielką uwagą przysłuchiwałeś się nauce o ścięgnach. I słusznie, gdyż wraz z nimi dopiero zaczyna się dla nas ożywiać martwa zbieranina kości. Ezechiel151 musiał widzieć, jak się najprzód kości na owym polu w ten sposób zbierały i skupiały, zanim członki mogły się poruszać, ręce dotykać, a nogi wyprostować. Oto jest podatna masa i inne potrzebne rzeczy, spróbuj pan szczęścia.

Nowy uczeń zebrał myśli, a przypatrzywszy się dokładniej częściom kości, ujrzał, że były sztucznie z drzewa wyrobione.

— Jeden zręczny człowiek — rzekł nauczyciel — którego sztuka poszła za chlebem, gdy jego rzeźbieni święci i męczennicy nie znajdowali zbytu, dał się przeze mnie skłonić ku temu, żeby się wydoskonalić w robieniu szkieletów i wytwarzać je wedle natury w dużym i małym formacie.

Przyjaciel nasz robił, jak mógł najlepiej, i pozyskał pochwałę kierownika. Miło mu było przy tym wypróbować się co do siły lub słabości wspomnienia — i z przyjemnym zdziwieniem przekonał się, że je czynność wywołuje na powrót, zapalił się do roboty i prosił mistrza, by go przyjął do swego mieszkania. Tu tedy pracował nieustannie, toteż kości i kosteczki ramienia w krótkim czasie zostały dość ładnie złączone. Atoli od nich miały wychodzić ścięgna i mięśnie, wydało się zaś zupełnym niepodobieństwem odtworzyć w ten sposób równomiernie całe ciało we wszystkich jego częściach. Pocieszył go w tej mierze nauczyciel, pokazując możność zwiększenia egzemplarzy przez odlanie formy. Przy czym wykańczanie i oczyszczanie wymagało nowego wytężenia, świeżej uwagi.

Wszystko, do czego się człowiek poważnie zabiera, ciągnie się w nieskończoność — niesłabnącą jedynie w zapale czynnością może on sobie w tym zaradzić. Wilhelm też wyszedł niebawem ze stanu poczucia swej niemożności, które jest zawsze pewnym rodzajem rozpaczy, i doznawał zadowolenia przy pracy.

— Cieszy mnie — rzekł nauczyciel — że się umiesz zastosować do tego sposobu postępowania, dając mi świadectwo, jak płodna jest taka metoda, chociaż jej nie uznają mistrze fachowi. Musi istnieć szkoła, a ta zajmować się będzie przeważnie tradycją. Co się dotychczas działo, powinno się dziać i w przyszłości; dobre to jest, tak być musi i powinno. Ale gdzie szkoła zatrzymuje się, to trzeba spostrzec i wiedzieć: należy pochwycić żywotne rzeczy i ćwiczyć się w nich, lecz po cichu, gdyż inaczej dozna się przeszkody i przeszkodzi się innym. Pan masz poczucie żywotności i okazujesz to czynem. Łączenie więcej znaczy niż rozdzielanie, odtwarzanie więcej niż przyglądanie się.

Wilhelm dowiedział się, że modele takie już się w cichości szeroko rozeszły. Z największym podziwem posłyszał, że zapasy są zapakowane i mają pójść za morze. Dzielny ten artysta nawiązał już stosunki z Lotariuszem i jego przyjaciółmi. Założenie takiej szkoły w owych kształcących się prowincjach uznano za rzecz bardzo stosowną, a nawet niezbędną — zwłaszcza wśród naturalnie uspołecznionych, rozważnych ludzi, dla których rzeczywiste rozczłonkowywanie ma zawsze w sobie coś kanibalskiego.

— Jeśli pan przyznasz, że większa część lekarzy i chirurgów zatrzymuje w myśli ogólne tylko wrażenie rozczłonkowanego ciała ludzkiego, sądząc, że z tym sobie poradzą, to z pewnością modele takie wystarczą, by powoli gasnące w duszy jego obrazy na nowo odświeżyć i żywo utrzymać w pamięci to, co koniecznie potrzebne. Co więcej, zależeć będzie od skłonności i amatorstwa, żeby najdelikatniejsze wyniki sekcji dały się odtworzyć. Toż wykonuje to już pióro rysownicze, pędzel i rylec.

Wtedy otworzył szafkę boczną i ukazał odtworzone w sposób zadziwiający nerwy wzrokowe.

— Niestety — rzekł — jest to ostatnia praca zmarłego młodo pomocnika, który mnie największą napełniał nadzieją, że myśli moje przeprowadzi i pragnienia moje użytecznie rozpowszechni.